O tradycji na poznańskiej Madalinie
Przed spływem odbyło się losowanie dętek, najmniejsza była wielkości taczki, największa koparki.
- Dętki są różnej wielkości od taczki do wielkości fadromu. Chodzi przede wszystkim o zabawę i integracje środowiska nurkowego no i oczywiście społeczeństwa pilskiego i nie tylko, bo tutaj mamy ludzi i z Bydgoszczy, Żnina czy Siarakowa. Trasa gdzieś ponad 6 kilometrów, więc przepływa się ją w 2 godziny - wyjaśnia organizator spływu Leszek Skwara.
Sami uczestnicy do rywalizacji podchodzili na wesoło, niektórzy przebrali się w fantazyjne stroje.
- Za Turka się przebrałem, nie wiem szczerze czy Turcy dobrze pływają ale zobaczymy - powiedział nam przed spływem jeden z uczestników. - Flaming gdzieś płynął za mną, jeszcze nie wyszedł z wody chyba gdzieś jeszcze jest, ja jestem przebrany za marynarza, ale bez statku - dodaje uczestnik. - Nurt jako taki był szybki w miarę i się płynęło przyjemnie, widoczność też była fajna - mówi kolejna z zawodniczka.
Ostatecznie pierwsza na metę dotarła 15-letnia Oliwia z Nakła nad Notecią, która przebrała się za żołnierza. Za nią przypłynął marynarz, flaming i reszta wesołej ferajny.