Pierwsza połowa w wykonaniu lechitów była słaba. Goście prowadzili 1:0 po trafieniu Norwega Emana Markovicia.
Po przerwie obie drużyny podkręciły tempo. Lech doprowadził do wyrównania już w 48. minucie, a samobójcze trafienie zaliczył Arkadiusz Jędrych. W 60. minucie drugą bramkę dla gości zdobył Białorusin Ilja Szkurin, ale niespełna kwadrans później znów był remis po tym, jak kontratak skutecznie zakończył Fin Daniel Hakans.
W 80. minucie Katowiczanie po raz trzeci wyszli na prowadzenie, a swojego drugiego gola strzelił Marković. 60 sekund później Lech znów wyrównał - tym razem po trafieniu Honduranina Luisa Palmy. W doliczonym czasie gry piłkę meczową miał Hakans, ale tym razem jego strzał obronił bramkarz Gieksy Rafał Strączek.
Mistrzowie Polski raczej nie powinni narzekać na końcowe rozstrzygnięcie, bowiem trzykrotnie w tym spotkaniu odrabiali straty po prowadzeniu gości.
To był taki dziki, szalony mecz. Byłem bardzo, bardzo niezadowolony z pierwszej połowy, praktycznie ze wszystkiego, co robiliśmy na boisku. W drugiej wyglądało to nieco lepiej. Stworzyliśmy sobie kilka sytuacji, aczkolwiek sposób, w jaki broniliśmy, był nie do zaakceptowania. Naturalnie ten punkt może nam się przydać, ale to nie zmienia faktu, że w kolejnych spotkaniach musimy przede wszystkim wymagać od siebie znacznie lepszej postawy i wyższego poziomu w naszym wykonaniu
- mówił trener Kolejorza Niels Frederiksen.
Lech pozostał liderem tabeli, ale remis z GKS sprawił, że nie wykorzystał szansy powiększenia przewagi nad najgroźniejszymi rywalami. Drugie w tabeli Zagłębie Lubin wyprzedza o dwa punkty.
W przyszłą sobotę w następnym meczu Poznaniacy zagrają na wyjeździe z Pogonią Szczecin.