Zrobił to podczas ubiegłorocznego finału drużynowych Mistrzostw Polski na stadionie w Lesznie.
Decyzję podjęła prokuratura. Śledczy sprawdzali, czy zawodnik nie złamał ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. "Postępowanie umorzyliśmy z powodu niskiej społecznej szkodliwości czynu" - tłumaczy szef leszczyńskiej prokuratury Michał Smętkowski.
Żużlowcowi groził m.in zakaz stadionowy, który mógł mu uniemożliwić starty w tegorocznych rozgrywkach.
Jacek Marciniak/pś/int