Z gościem Radia Poznań rozmawialiśmy między innymi o ocenie wpływu ograniczenia handlu w niedziele. Zdaniem ministerstwa nie ma powodów, aby rezygnować z założeń przyjętych w tym celu. - Pani minister prezentując założenia swojego raportu stwierdziła, że tragedii nie było. I rzeczywiście - tragedii nie było, bo póki co możemy pójść do sklepu, ale ograniczenia są dosyć znaczne - mówił Jacek Kulik.
- Niezależne instytuty badawcze twierdzą, że gdyby nie było ograniczenia handlu w niedziele, to sprzedaż wzrosłaby w roku ubiegłym o ponad trzy procent, dlatego trzeba też zwrócić uwagę na dosyć pozytywne czynniki koniunkturalne, z którymi mamy do czynienia, czyli wyższe płace, bardzo dobra sytuacja na rynku pracy. Oznacza to, że ludzie mają pieniądze i chcieliby je wydawać - dodał.
Zdaniem Kulika małe sklepy nie zyskały, a wręcz straciły na ograniczeniu handlu w niedziele. - Związki pracodawców robiły swoje niezależne badania, z których wynika, że w roku ubiegłym zamknięto 16 tysięcy sklepów - nie dużych, tylko rzeczywiście tych małych. Być może jest to również efektem konkurencji na rynku, tych sklepów jest dużo, więc część z nich się zamyka - tłumaczył.
Wiceprezydent Związku Pracodawców LEWIATAN mówił, że według niego nie będzie zaostrzenia ustawy. - Premier Morawiecki jeszcze w lutym mówił, że zastanawia się nad jej zliberalizowaniem - przyznał. Dodał jednak, że liberalizacji może też nie być, gdyż z raportu zaprezentowanego przez panią minister Emilewicz, dane nie są na tyle złe, aby już dziś myśleć o zmianach.
- My jako Konfederacja Pracodawców LEWIATAN optujemy jednak o rozsądek i powtarzamy nasze argumenty sprzed ponad roku, żeby jednak zastanowić się nad tym by dać wybór konsumentom czy chcą kupować, czy nie, a pracownikom, żeby zapezpieczyć ten aspekt społeczny, czyli umożliwić czy zagwarantować w kodeksie pracy dwie niedziele wolne w miesiącu - zaznaczył.