Jak mówił dziś w Poranku Radia Poznań, na szczęście zima na Ukrainie była w tym roku dość łagodna. Wielu Ukraińców uciekało przed wojną na zachód, w tym do Polski, ale byli też tacy, którzy przed bombami uciekali na zachód własnego kraju. Znane są też przypadki ludzi, którzy udawali się np. dwie wioski dalej.
Jak mówi ojciec Krawiec - uchodźcy i zwykli Ukraińcy wciąż potrzebują naszego wsparcia, dotyczy to zwłaszcza seniorów.
Wciąż potrzebne są agregaty prądotwórcze, czy świeczki zwłaszcza w mniejszych wioskach, gdzie od miesięcy nie ma światła, potrzebne są środki higieny osobistej, zwłaszcza Pampersy dla osób starszych. O ile wiele rodzin z dziećmi wyjechało z tych najtrudniejszych miejsc, to starsi pozostali, a ich sytuacja bardzo często jest dramatyczna. Są skazani na pomoc sąsiadów, czy bliskich, których też ubyło. Odzież ta ciepła też jest potrzebna
- mówił gość porannej rozmowy.
Ważnym dominikańskim ośrodkiem pomocy na Ukrainie jest miejscowość Fastów (w obwodzie kijowskim). Dominikanie byli tu już przed wojną. To właśnie tutaj trafiają dary od Polaków. A jak pomagać? Wystarczy wejść na stronę dominikanów albo zapytać w którymś z polskich klasztorów dominikańskich - np. tym w Poznaniu.
Cezary Kościelniak: Wraz z grupą dziewięciu polskich dominikanów, ojciec nie wyjechał z Kijowa, kiedy wybuchła wojna. Dominikanie organizują też na miejscu pomoc humanitarną. Chciałem porozmawiać dziś o życiu cywilów w czasie wojny w wielkich miastach, takich jak Kijów.
Jarosław Krawiec: Minął już ponad rok od rozpoczęcia tej wojny, widzę, że bardzo wiele się zmieniło. Dziś ta sytuacja jest zależna od miejsca. Kto poznał Ukrainę, ten wie, że to bardzo duży kraj większy od Polski i zupełnie inaczej przeżywają ten czas przeżywają mieszkańcy Kijowa, Charkowa, Chersonia - kilka dni temu tam byłem. Jeśli chodzi o Kijów to życie wróciło do jako takiej normy, nie wróciło do tego, jak było przed wojną. Dużo mniej jest takiego ruchu, dynamizmu, ale kiedy wyjdzie się na ulicę, to można od razu się nie zorientować, że to czas wojny.
A to, czego nie widać na zewnątrz. np. ceny na podstawowe produkty. Czy Ukraina znacząco zdrożała?
Zdrożała, to widać, to tendencja, która dotyka też Polski. Dodatkowym problemem jest to, że bardzo wiele osób straciło pracę albo ta praca zmieniła się na tyle, że stracili stabilność finansową. W tych miejscach, gdzie jest spokojnie to życie trochę wraca do normy, im dalej na wschód czy południe, tym jest gorzej. W Chersonie, gdzie byliśmy z wolontariuszami z Domu św. Marcina, tam jest sytuacja z pracą bardzo dramatyczna, czy w ogóle nie ma. Chyba, że ktoś pracuje w szpitalu, fabryki są zamknięte.
Ci ludzie żyją z pomocy humanitarnej?
W dużej mierze tak, ta pomoc humanitarna, która dociera z Polski i świata, pozwala takim osobom przetrwać. Moje wielkie podziękowanie dla wszystkich, którzy pomagają.
Krótko o tym punkcie charytatywnym w Fastowie, bo w wielu innych mediach ojciec wspominał, że ten punkt jest zasilany głównie przez pomoc humanitarną, która przychodzi z Polski.
Fastów to miasto 70 km na południe od Kijowa, tam dominikanie są od lat, mamy tam parafię. Na początku pomagaliśmy tam dzieciom ulicy, których było sporo, powstał Dom św. Marcina, który zaczął się przeradzać w coraz większą organizację pomocową. Kiedy wybuchła wojna Fastów stał się dominikańskim centrum pomocy, mamy tam uchodźców, tam trafia pomoc z Polski i ze świata.
A co jest najbardziej potrzebne?
Te potrzeby się zmieniają, cały czas potrzebne jest jedzenie, które pozwala ludziom przeżyć zimę. Chociaż to już urzędowo zaczęła się wiosna w Ukrainie, ale jeszcze cały czas jest zimno. Dzięki Bogu ta zima była łagodna. Pewnie wszyscy pamiętają te wielkie problemy z prądem, teraz ta sytuacja się poprawiła. Przerwy w dostawie energii w pobliżu Kijowa są coraz rzadsza, ale im dalej na wschód, południe, tym jest gorzej. Wciąż potrzebne są agregaty prądotwórcze, czy świeczki zwłaszcza w mniejszych wioskach, gdzie od miesięcy nie ma światła, potrzebne są środki higieny osobistej, zwłaszcza Pampersy dla osób starszych. O ile wiele rodzin z dziećmi wyjechało z tych najtrudniejszych miejsc, to starsi pozostali, a ich sytuacja bardzo często jest dramatyczna. Są skazani na pomoc sąsiadów, czy bliskich, których też ubyło. Odzież ta ciepła też jest potrzebna.
Jak znaleźć namiar na pewnie jakieś dominikańskie miejsce, które pozwoliłoby przekazać dary?
Zawsze można się skontaktować z którymś z naszych dominikańskich klasztorów, także z tym poznańskim. Dominikanie publikują informacje w internecie, tam są też dane kontaktowe. Nasz klasztor w Warszawie i działająca tam grupa charytatywna są pośrednikiem w pomocy.
Warto o tym pamiętać, bo my się skupiamy na pomocy tutaj, w Polsce, tym Ukraińcom, którzy przyjechali, natomiast trzeba pamiętać, że w największej potrzebie są ci, którzy zostali.
Jest też bardzo wielu wewnętrznych przesiedleńców, także tacy, którzy przejechali np. dwie wioski dalej, potrzebują pomocy, ich domy zostały zniszczone. Chcą zostać w swoim kraju, ale potrzebują wsparcia.
Jak wygląda sytuacja religijna w czasie wojny? Czy są prowadzone statystyki czy obserwacje? Co one mówią o religijności wojennej Ukrainy?
Ukraina jest krajem dużo bardziej zróżnicowanym, niż Polska, innym, niż Polska. Dominuje prawosławie, które jest podzielone, wiele napięć wynikających z prawosławia moskiewskiego. Były prowadzone pod koniec ubiegłego roku badania, wiele pytań zadawano grupie ponad 2000 respondentów. Padło takie pytanie, czy po rozpoczęciu wojny sytuacja sprawiła, że stałeś się człowiekiem bardziej religijnym? Co ciekawe, większość (65 proc.) odpowiedziało, że wojna nie zmieniła religijności, 25 proc. stało się bardziej wierzący (zwłaszcza na zachodzie Ukrainy).
A gdyby spojrzeć na etykę między ludźmi. Wiadomo, że stany nadzwyczajnie zwiększają często poziom braterstwa, solidarności, empatię. Czy da się to zauważyć?
Zdecydowanie. To było bardzo widoczne w pierwszych miesiącach wojny, kiedy było ogromne zaangażowanie w obronę Ukrainy. Wiele osób zgłaszało się do wojska, do obrony terytorialnej, chciały się przyczynić do obrony kraju i miasta (jak w Kijowie, który był w niebezpiecznej sytuacji). Ale też ogromne poruszenie wśród ludzi, którzy się zaangażowali w wolontariat, różne jego formy. Część wolontariuszy ruszyło z taką już odważną służbą na wschód, żeby ewakuować rannych żołnierzy. Ukrainę obiegła informacja, że pod Bachmutem pocisk rosyjski trafił w karetkę pogotowania. Karetka wywoziła rannych, tam jechała dwudziestoparoletnia wolontariuszka, która pochodziła z Winnicy. Niestety, tam wolontariuszka oddała swoje życie. To bardzo szlachetne historie ludzie, ludzi, których to dobro, służenie innym zmieniło.
Wiele mówi się, że ta wojna jest szansą na pojednanie polsko-ukraińskie. Jak ojciec to ocenia?
My, jako Polacy, przez to, co zrobiliśmy, co robimy, zwłaszcza przez otwarcie polskich domów, sprawiło, że jesteśmy bardzo dobrze postrzegani i to na pewno otwiera na dialog, na dotykanie trudniejszych pytań. Ukraina jest bardzo zróżnicowana, na pewno zachód Ukrainy trochę inaczej będzie patrzeć na historię, inaczej Kijów, czy wschód.