Odzyskał pamięć, odzyskał rodzinę
Postać Leara była jego wymarzoną rolą. Łomnicki traktował ją jako wielkie wyzwanie. Premiera zapowiadała się jako wyjątkowe wydarzenie. Niestety do niej nie doszło. Ostatnie jego słowa były słowami Leara: "Więc jakieś życie świta przede mną. Dalej, łapmy je, pędźmy za nim, biegiem, biegiem!". Wspólną pracę zespołu z największym aktorem drugiej połowy XX wieku i jego śmierć na deskach Teatru upamiętniono nadając Teatrowi Nowemu w Poznaniu jego imię. Jego imieniem nazwano też warszawski Teatr Na Woli.
Do historii teatru przeszły jego role Orestesa w "Ifigenii w Taurydzie" Goethego, Solonego w "Trzech siostrach" Czechowa, Łatki w "Dożywociu" Fredry , w Teatrze Współczesnym. Tadeusz Łomnicki stworzył wiele ról filmowych, a największe w filmach "Przypadek" Krzysztofa Kieślowskiego oraz "Pan Wołodyjowski" i "Potop" Jerzego Hoffmana, gdzie zagrał postać pułkownika Michała Wołodyjowskiego.
Tadeusz Łomnicki urodził się 18 lipca 1927 roku. W czasie drugiej wojny światowej należał do Szarych Szeregów, później był żołnierzem Armii Krajowej. Po wkroczeniu w 1944 roku Armii Czerwonej do Krakowa wstąpił do Milicji Obywatelskiej, którą opuścił niespełna rok później. Ukończył Wydział Aktorski w Studiu Starego Teatru. Od 1949 roku był związany z Teatrem Współczesnym w Warszawie. W 1975 roku Łomnicki zaangażował się w powstanie Teatru na Woli, którego zespół składał się w większości z jego wychowanków. Był wówczas członkiem KC PZPR, z której wystąpił po wprowadzeniu stanu wojennego.
W latach 80. krótko grał w Teatrze Polskim, później - gościnnie w warszawskich teatrach: Studio, Dramatycznym, Powszechnym i Współczesnym. Pisał także wiersze, nowele, eseje i wspomnienia, w 1984 roku wydał "Spotkania teatralne". W latach 90. wystąpił w debiucie reżyserskim Bogusława Lindy "Seszele" oraz w adaptacji "Ferdydurke" dokonanej przez Skolimowskiego.
W ankiecie tygodnika "Polityka" przeprowadzonej w 1998 roku czytelnicy uznali go za największego polskiego aktora XX wieku. Tak samo ocenia go wielu krytyków. Jan Kott, krytyk i teoretyk teatru, uważał go za największego aktora swego pokolenia na świecie.
(IAR + Radio Merkury)