NA ANTENIE: DZIEŃ DOBRY WIELKOPOLSKO
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Esej o żałobie ukryty w formie powieści

Publikacja: 12.01.2026 g.08:48  Aktualizacja: 12.01.2026 g.09:02 Anna Jaworska
Poznań
„Tylko durnie żyją do końca” to jedna z najbardziej gorzkich i zarazem najbardziej cielesnych książek Zyty Rudzkiej. Esej o żałobie ukryty w formie powieści. Monolog, który nie chce się uspokoić. Tekst, w którym język staje się miejscem oporu wobec kulturowych narracji o stracie, sile i „dochodzeniu do siebie”.
Tylko durnie żyją do końca - Okładka książki
Fot. (Okładka książki)

Spis treści:

    Lida mieszka na wsi, jest nauczycielką w-fu. To życie z wyboru, bo urodziła się w rodzinie prawników. W sporcie trzyma się reguł, rytm własnych treningów traktuje z żelazną konsekwencją. Do innych, zewnętrznych konwenansów podchodzi jednak po swojemu, czyli pod prąd. Lida pływa, jednego ze swoich partnerów poznaje w rzece, której nurt jest też ciekawym wątkiem książki. Płynie nie tylko rzeka, ale i strumień bimbru-pigwy, którego pędzeniem i piciem zajmuje się bohaterka razem z Ziutem i Rochem - życiowymi towarzyszami.

    Do świata Lidy, która z racji urody nazywana jest Dolly Parton, wkracza pewnego dnia stary mężczyzna w kowbojkach. Ojciec. Dawny prawnik. Jest coś w rysie Lidy z country girl - niepokornej, mocnej w gębie, choć nie bez wrażliwości.

    Pojawiające się sportowe metafory odsłaniają paradoks tej prozy. Z jednej strony sport obiecuje sens. Porządek. Jasne reguły. Z drugiej - żałoba całkowicie ten porządek unieważnia. Bohaterka wie, jak się wygrywa i przegrywa, ale nie wie, jak „przegrać” śmierć. Nie ma tu treningu, który przygotowuje na stratę. Nie ma sędziego, który odgwizduje koniec bólu.

    Rudzka nie opowiada historii linearnie. Raczej krąży. Wraca. Uderza w te same miejsca innymi słowami. Język jest poszarpany, ironiczny, pełen czarnego humoru, ale też uwodzi czytelnika od pierwszego do ostatniego zdania. Buduje żywioł gadaniny, w tworzeniu bohaterek z tkanki języka Rudzka osiągnęła mistrzostwo. Czytasz i chcesz podkreślać co drugie zdanie jako to najlepsze, ale za chwilę pojawia się kolejne i kolejne.

    Tytułowa fraza brzmi jak bluźnierstwo wobec kultu wytrwałości. Życie „do końca” nie jawi się tu jako wartość sama w sobie. Raczej jako narzucony ideał, który ignoruje realne doświadczenie bólu. Rudzka pisze książkę nie o sile, lecz o jej złudzeniu.

    https://radiopoznan.fm/n/FHcT1j