Wybudują nowe skrzydło dla dzieci o szczególnych potrzebach
Na tamto pierwsze, fantastyczne wrażenie, nakładały się potem następne w Berlinie, Frederikshavn w Danii, w Toruniu, Kolonii i Suwałkach. Doświadczenia były zawsze bardzo pozytywne, czasem oszałamiające. Jestem pewien, że Walter Trout jest muzykiem, który nigdy nie gra na pół gwizdka. Koncerty i płyty artysty są porównywalne, niosą ogromny ładunek emocji, dużo inwencji w grze instrumentalnej i starannie dobrany zestaw dobrych jakościowo kompozycji. Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się nowej płyty Waltera Trouta tak szybko. Minęło kilkanaście miesięcy od czasu, gdy napisałem kilka zdań o płycie „Broken”. Płyta była swego rodzaju odkryciem innego oblicza artysty. Walter Trout był jednocześnie wierny bluesowi, zadziorny i spontaniczny, a zarazem zniewalająco uczuciowy.
Bardzo niewiele czasu minęło a amerykański muzyk nagrał kolekcję premierowych utworów na płycie zatytułowanej „Sign Of Times”. Gdyby były to standardy bluesa lub kompozycje innych autorów, szybkość wydawania płyty jednej po drugiej, byłoby łatwo wytłumaczyć. Jednak płyta „Sign Of Times” składa się z 10 świeżo przygotowanych utworów. Tym razem muzyk nie koncentruje się na własnym życiu, osobistych doświadczeniach, lecz próbuje opisać zbiorowe, społeczne zachowania, lęki i narastającą złość wobec współczesnych wyzwań.
Już w otwierającym utworze „Artificial”, Trout zajmuje się procesami związanymi z wtargnięciem w nasze życie sztucznej inteligencji. Brzmienie muzyki zdecydowanie przypomina ciężki rock, jeszcze bardziej przytłaczają mroczne dźwięki w utworze „Sign Of Times”. Gitarzysta celowo obniża strój gitary, żeby uzyskać lepszy efekt. Dla kontrastu utwory takie jak „Blood On My Pillow” lub „Mona Lisa Smile” są pełne delikatności, brzmień akustycznych i melodyki. Metoda zestawiania skrajnych poziomów dynamiki oraz wywoływanie amplitudy emocji, towarzyszy słuchaczowi przez całe 50 minut trwania płyty.
W połowie pojawia się autobiograficzny utwór „Hurt No More” wykonany z energią, lecz bez przesady, za to z wielką uczuciowością. Z kolei nagranie „No Strings Attached” to zwrot w stronę otwartej formy, w duchu improwizacji gitarowej Jimi’ego Hendrixa. Można sobie wyobrazić, jak taki utwór „zadziała” na koncertach. Kiedy Walter Trout zaczyna śpiewać piosenkę „I Remember”, charakter utworu przypomina rockowe przeboje Boba Segera.
Kolejny raz można zauważyć, że gitara nie jest jedynym instrumentem wiodącym. Chociaż Trout gra solo przepięknie i melodyjnie, w nagraniach wykorzystuje incydentalnie fortepian, skrzypce, saksofon. Nagranie „Hightech Woman” to już energiczny blues z efektownymi solówkami fortepianu i gitary. Jeszcze dalej w stronę tradycyjnego bluesa wiejskiego artysta idzie w kompozycji „Too Bad”. Gitara akustyczna i harmonijka, na której także gra Walter Trout, budują surowy klimat.
Płyta pokazuje, że nie tylko gitara wywołuje emocje. Artysta śpiewa z równie dużą ekspresją i uczuciem. Utwór „Struggle To Believe” na finał, utrzymany jest w dobrze pojętym schemacie blues-rocka, z energią i odlotową jazdą gitary. Walter Trout potwierdza, że jego muzyka jest nadal drapieżna, pełna nieszablonowych pomysłów i oddająca myśli oraz uczucia dojrzałego artysty.