Obywatel Ukrainy, który w podpoznańskim Puszczykowie mieszkał z rodziną, początkowo przyznawał się do winy i dokładnie opisał, co się wydarzyło. Później się z tego wycofał.
Sędzia Tomasz Borowczak mówił, że oskarżony zbudował swego rodzaju spiskową teorię o tym, w jaki sposób został w sprawę wmanewrowany.
Ta zmiana wyjaśnień - w ocenie sądu - jest skrajnie nielogiczna. Z tego powodu sąd tej zmianie wyjaśnień nie daje wiary. Wszystkie te okoliczności wskazują na to, że to oskarżony jest sprawcą tego (potrójnego) zabójstwa.
Sąd podkreślał, że tylko sprawca mógł znać szczegóły zbrodni, które oskarżony podał w pierwszych swoich zeznaniach. Uznał, że młodszą córkę - półtora roczną Marię - zabił ze szczególnym okrucieństwem. Przywołał słowa biegłego, który określił, że oskarżony "seryjnie" uderzał główką dziecka o ścianę.
- Oskarżony pokazał, że życie drugiego człowieka nie stanowi dla niego jakiejkolwiek wartości - podkreślał sędzia Tomasz Borowczak.
Jest on osobą skrajnie zdemoralizowaną i nieodczuwającą rzeczywistej skruchy. Oskarżony działał pod wpływem alkoholu. Dopuścił się każdej z przypisanych mu zbrodni wobec członków swojej najbliższej rodziny - żony i dwojga małoletnich dzieci.
Wyrok nie jest prawomocny. Obrońca, który chciał uniewinnienia powołując się - na jego zdaniem - wątpliwości w tej sprawie - już zapowiedział apelację. Prokurator, która domagała się bezwzględnego dożywocia - bez możliwości wyjścia z więzienia - na razie chce się zapoznać z pisemnym uzasadnieniem wyroku i dopiero wtedy zdecyduje, czy będzie się odwoływać. Sąd tłumaczył, że taka kara bezwzględnego dożywocia byłaby tak naprawdę odroczoną karą śmierci.
Do zabójstwa doszło w listopadzie 2023 roku. Oskarżony zaatakował żonę i córki, kiedy spały. Ciała ofiar kilka dni leżały w domu. Oskarżony w tym czasie mieszkał w domu. Ostatecznie sam się zgłosił i ochroniarzom w przydworcowej galerii powiedział, że zabił żonę i córki.