W latach 90. budynki zostały sprzedane przez syndyka, a teraz ich właściciel wypowiedział umowy najmu. Według otrzymanych dokumentów, lokatorzy muszą się wyprowadzić do końca lipca. Przekonują, że jeśli nic się nie zmieni, skończą na ulicy.
Czynsz za 51-metrowe mieszkanie to 1300 zł. Standard? Do remontu. Jak twierdzą lokatorzy – właściciel przez lata nie wykonywał koniecznych napraw.
Żaden pion nie jest zrobiony. Nic. Woda leci po ścianach
– relacjonował jeden z mieszkańców.
– Kredytów już w tym wieku nie dostanę, a oszczędności też nie mam – tłumaczyła lokatorka, która wprowadziła się do mieszkania w 2001 roku.
Wójt Czerwonaka nie wyklucza wykupienia nieruchomości. Najpierw jednak chce poznać wartość lokali, żeby ocenić ofertę, którą przedstawiła mu spółka. Ma w tym pomóc ekspertyza, ale jej wykonanie może potrwać dłużej niż do końca lipca. Mimo to, Marcin Wojtkowiak zadeklarował, że nikt nie zostanie bez dachu nad głową.
– Zrobimy wszystko, żeby nie doszło do sytuacji, w której ktoś straci dach nad głową z dnia na dzień. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Na pewno do niej nie dopuścimy – zapewnił wójt.
W sprawie interweniowali posłowie Bartłomiej Wróblewski i Adrian Zandberg. Współprzewodniczący partii Razem spotkał się dziś z mieszkańcami. Porównał sytuację w Bolechowie do sprawy osiedla Maltańskiego.
– Tutaj jestem lepszej myśli, bo przynajmniej widziałem zainteresowanie ze strony pana wójta – zaznaczył.
Kolejne spotkanie wójta z właścicielem bloków zaplanowano na ostatnie dni lipca. Niewykluczone, że wtedy zapadnie decyzja dotycząca wykupu nieruchomości.
O zdanie w tej sprawie chcieliśmy zapytać przedstawiciela spółki Nowe Bolechowo, która jest właścicielem osiedla. Do godziny 19:00 nie udało nam się skontaktować z jej prezesem.
Jeżeli gminy nie będzie stać na zakup bloków, niewykluczone, że lokatorzy sami będą mogli nabyć swoje mieszkania. Do tego potrzebne byłoby jednak przyznanie dopłat na podstawie przepisów dotyczących wykupu mieszkań, które w przeszłości należały do zakładów pracy. Najemcy musieliby jednak udowodnić, że oni lub ich krewni byli w tych zakładach zatrudnieni. Dokumenty w tej sprawie przyjmuje urząd gminy. Do wtorku odpowiednich formalności dopełniły dwie osoby.