Niecodzienny początek roku szkolnego nastolatków z Zalasewa. Rzucili się na pomoc ofiarom pożaru.
W poniedziałkowy wieczór ogień strawił stolarnię w tej podswarzędzkiej wsi. Chłopcy bez wahania pobiegli na ratunek.
Byłem w szkole mojej, graliśmy w piłkę i widzimy wielki dym, który było widać z naszej szkoły. Sprint do pożaru i się pytamy, czy coś pomóc. Pani przybiegła i mówiła: jeżeli dzieciaki chcecie pomóc, to szybko meble wynoście, bo tam już pożar się zaczyna. Wynosiliśmy meble, ratowaliśmy wszystko, co się da i później straż przyjechała. Pomóc człowiekowi trzeba drugiemu
- mówili.
Ogień wybuchł po godzinie 20.00. "Prawdopodobnie wybuchły opary w kominie lakierni" - powiedział mieszkający w sąsiedztwie krewny poszkodowanej rodziny.
Komin od lakierni wybuchł pierwszy. Sąsiad, który wezwał jako pierwszy pomoc widział to, bo akurat rozmawiałem z nim, on stał w oknie, palił papierosa i on to akurat w tym momencie zobaczył, jak wybuchł komin i w ciągu 30 sekund w zasadzie cały warsztat się zapalił
- przekazał.
Mieszkańcy domu, przy którym działa zakład stolarski, po wybuchu natychmiast uciekli z zagrożonego budynku.
Wszyscy po prostu, jak usłyszeli huk, wszyscy, którzy byli tam w środku to natychmiast wybiegli razem z małym dzieckiem, które nawet buty zostawiło, bo nikt w takiej chwili nie myśli o butach. Tak jak stali, tak wybiegli.
Właściciel zakładu zwichnął nogę, skacząc przez okno. Poza nim nie było osób poszkodowanych. Według sąsiadów w domu mieszka 6-osobowa wielopokoleniowa rodzina.