W samochodach jak w samolotach
Sprawa dotyczy wywiadu z inspektorem Andrzejem Trybuszem, jaki Gazeta opublikowała na swojej stronie internetowej w związku z aferą solną.
Andrzej Trybusz, który twierdzi, że Gazeta naruszyła jego dobra osobiste, o sprawie nie chce mówić. Odsyła do swojego pełnomocnika. "To nie jest sprawa o tzw. aferę solną" - mówi mecenas Zbigniew Krueger. "Sprawa dotyczy konkretnego przypadku, konkretnego naruszenia, w naszej ocenie - braku rzetelności dziennikarskiej, a mianowicie opublikowania całości rozmowy telefonicznej. Nie było zgody, nie było autoryzacji" - dodaje mecenas.
Dziennikarz Gazety Piotr Żytnicki, który rozmawiał z inspektorem, odpiera zarzuty. Twierdzi, że działał w interesie publicznym, bo Sanepid nie chciał ujawnić listy produktów, w których może być sól odpadowa. Przekonuje też, że Andrzej Trybusz miał świadomość, że rozmowa zostanie opublikowana.
"Nie wydał zgody na opublikowanie, natomiast w połowie rozmowy powiedziałem, że chciałbym - w interesie opinii publicznej - opublikować całość nagrania. Pan inspektor kontynuując rozmowę przez następne 10 minut jakby liczył się z faktem, że ta rozmowa jest nagrywana i zostanie opublikowana" - dodaje Żytnicki.
Sprawa w roli obserwatora przygląda się przedstawiciel Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jeśli strony przez dwa tygodnie nie dojdą do porozumienia, rozpocznie się proces. Andrzej Trybusz domaga się od Gazety przeprosin i 18-u tysięcy złotych na rzecz PCK.