Radio Merkury dotarło do ojca jednego z poszkodowanych chłopców, który nie chciał jednak podawać swojego nazwiska. - Na pewno było to wstrząsające przeżycie. Widziałem jak ciężka końcówka luźno zwisającej liny uderzyła w szyję siedmiolatka i zupełnie się zapętliła. Wyglądała jak stryczek - mówi ojciec.
Dziecko omal zostało wyrwane z fotela na karuzeli. Na szczęście tak się złożyło, że natychmiast udało się zdjąć linę z szyi. W tym czasie karuzela ciągle była w ruchu. Lina smagnęła drugie dziecko, które ma na szyi ślady jak po rozcięciu. Dzieci dwa dni pozostały na obserwacji w szpitalu. Nie doznały poważniejszych obrażeń, ale jak dodaje ojciec wstrząs pozostał. - Na tej samej karuzeli jechała trochę starsza moja córka i przez pierwsze dwie noce po zdarzeniu budziła się z krzykiem, bo ona to widziała i ta lina także obok niej przeleciała - opowiada.
Właściciel urządzeń do zabawy Andrzej Kaszuba przyznaje, że zawinił jego pracownik, który nie zabezpieczył liny służącej do mocowania wielkiej dmuchanej zjeżdżalni. Zjeżdżalnia była dopiero stawiana, a zwisającą luźno linę na dzieci zepchnął wiatr. Kaszuba dodaje, że urządzenia mają wszelkie atesty bezpieczeństwa. W Skorzęcinie prowadzi plac zabaw od 28 lat i takie wypadki się nie zdarzały. Pracownika który nie zabezpieczył liny ukarał naganą. Dodał, że martwi się o stan zdrowia dzieci, ale cieszy się, że nie doszło do większej tragedii.
Rodzice chcą ukarania osoby, która jest odpowiedzialna za pozostawienie luźnej liny w pobliżu karuzeli. Policja w Gnieźnie wszczęła postępowanie w sprawie dotyczące bezpośredniego narażenia na utratę życia lub spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi za to kara pozbawienia wolności do trzech lat.