Sołectwo tu, sołectwo tam, a po co to nam?
Sekretarz Andrzej Kunert uważa, że jeśli tam są szczątki, to jest grób. A jeśli jest grób, to przepisy mówią, że trzeba postawić krzyż. Problem w tym, że nikt do końca nie wie, czy rzeczywiście są tam szczątki niemieckich żołnierzy. Miasto poprosiło historyków o pomoc. Ostateczną decyzję w sprawie upamiętnienia poległych żołnierzy niemieckich podejmie wojewoda wielkopolski, do którego należy opieka nad wojennymi grobami. Wojewodzie zależy jednak, aby mieć pewność, że rzeczywiście są tam groby. Wojewodzie zależy jednak, aby mieć pewność, że rzeczywiście są tam groby - mówi jego rzecznik Tomasz Stube.
Maciej Karalus ze Stowarzyszenia Pomost, autor książki o walkach na Cytadeli, na podstawie zeznań świadków niemieckich i polskich, jest przekonany, że są tam szczątki poległych żołnierzy Wermachtu i SS. Jednak dla pewności, pewne miejsce trzeba by, jego zdaniem przekopać
Adam Siwek z Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa cieszy się, że zlecono ekspertyzę. Uważa, że można by także zrobić badania archeologiczne. Zwolennikiem postawienia tablicy dla żołnierzy Wehrmachtu i SS jest także poseł PJN, Filip Libicki. Uważa jednak, że najpierw trzeba też sprawdzić jak wygląda w praktyce zasada wzajemności. Dlatego wysłał do sekretarza Kunerta list z pytaniem jak Niemcy dbają o polskie groby wojenne u siebie.
Żołnierzy niemieckich nie powinno się upamiętniać na Cytadeli - twierdzi Zenon Wechman, przewodniczący Wojewódzkiej Rady Kombatantów i Osób Represjonowanych przy Marszałku Województwa Wielkopolskiego. Zenon Wchman mówi, że pamięć należy sie każdemu, ale nie ma pewności, czy szczątki żołnierzy niemieckich są na Cytadeli, a nawet jak są, to trzeba je zebrać i przenieść chociażby na Miłostowo.
W momencie rozpoczęcia radzieckiego szturmu na Cytadelę, czyli od 17 lutego, jej garnizon liczył ponad 4-5 tys. ludzi, w tym około 2-3 tys. rannych. W walkach brało stale udział 2 tys. żołnierzy niemieckich. Walczących ubywało, ale byli uzupełniani o służby tyłowe - piekarzy, kucharzy. W Cytadeli znajdowało się też kilkudziesięciu żołnierzy węgierskich, w owym czasie walczących po stronie niemieckiej. Oddziały niemieckie były mieszaniną żołnierzy z różnych jednostek, nie tylko Wehrmachtu, ale także SS - najliczniejszą (około 400 ludzi) stanowiła Grupa Bojowa SS "Lenzer".
Jako piechota walczyli np. artylerzyści z 500 Szkolno-Zapasowego Batalionu Dział Szturmowych Z Dywizji Pancernej Grossdeustchland (Wehrmachtu) a także leutnanci z Schule V Fahnenjunker der Infanterie Posen (V Szkoła Podchorążych Piechoty w Poznaniu) był też oddział Luftwaffe z Flak-Untergruppe Posen oraz jednostki forteczne: przeciwpancerna, karabinów maszynowych i saperów. W Cytadeli znaleźli się też niemieccy funkcjonariusze różnych służb jak NSDAP czy Gestapo. Był tam m.in. ostatni szef poznańskiego Gestap SS- Standartenfuhrer Rudolf Lange, były członek Einsatzgruppe A, odpowiedzialnej za wymordowane 60 tys. Żydów na Łotwie. Był też także prawdopodobnie funkcjonariusz SD Albert Spilker, dowódca Sonderkommando IVAS - specjalnej jednostki policji w Warszawie. Wszystko wskazuje na to, że obaj zginęli w Cytadeli.
Wśród broniących Poznania żołnierzy byli członkowie jednostek tłumiących Powstanie Warszawskie. Wynika to z wspomnień jednego z ocalałych Niemców. Z zebranych po wielu latach wspomnień wynika, że Rosjanie spalili miotaczami płomieni około 400 rannych, prawdopodobnie rozstrzelali też kilkudziesięciu wziętych do niewoli Węgrów.
Poznańscy historycy z Uniwersytetu imienia Adama Mickiewicza na zlecenie miasta wykonają ekspertyzę w sprawie niemieckich grobów na Cytadeli - mówi Marek Kalemba z Urzędu Miasta
A o co o sprawie sądzą nasi Słuchacze? Czy poległym należy się pamięć niezależnie od tego kim byli? Zapraszamy do dyskusji na antenie i w internecie.