"Na zorganizowanie transportu mieliśmy niespełna godzinę, a wszystkie zespoły były w terenie" - mówi rzecznik stacji Robert Judek.
Te zadania w pewnej części były związane z wyjazdem zespołów znacznie dalej niż granice administracyjne Wielkopolski. Czas, jaki otrzymaliśmy na przygotowanie się do tego transportu i wykonanie tego transportu, był bardzo krótki. Stąd zabrakło zwyczajnie tego czasu, żeby podjąć się tego zdania i żeby to zadanie zrealizować. Ja tu od razu zaznaczam, że mimo, że dysponujemy wieloma samochodami jako Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego, to ten samochód musi być wyposażony w stosowne urządzenia, które gwarantują właśnie przewóz organów do przeszczepu
- mówi Robert Judek.
Uniwersytecki Szpital Kliniczny ma z wojewódzką stacją umowę na taki transport. Jej zapisy 11-ego października, czyli w dniu, kiedy lekarze jechali o serce, nie zostały zrealizowane. Rzecznik stacji na razie nie jest w stanie powiedzieć, jakie mogą być tego konsekwencje, ale zapewnia, że sytuacja jest wyjaśniana.
"Dla nas to także sytuacja szokująca i niekomfortowa. Zdarzyło się to pierwszy raz i będziemy na pewno ustalać, co zrobić, gdyby doszło do podobnej sytuacji, czyli nie byłoby w tak krótkim czasie wolnej karetki" - mówi rzecznik stacji Robert Judek.
Nie było złej woli, jeszcze raz podkreślam, to nie było tak, że wojewódzka stacja odmówiła czy też w jakikolwiek sposób działała w kierunku, żeby nie przyjmować tego transportu. Jednak chodzi tutaj o te okoliczności, które czasem się zdarzają. My mamy określoną liczbę zespołów, mamy określone siły i środki i jak one są wyczerpane, to już nie da się po prostu nic kolejnego dołożyć czy zorganizować w tak krótkim czasie
- mówi Robert Judek.
Transplantologom ostatecznie udało się pobrać serce. Skorzystali z innego transportu sanitarnego.