To resztki kuchenne, ale również skoszona trawa lub gałęzie. Miejska kompostowania może maksymalnie przerobić 30 tysięcy ton odpadów. Na więcej nie pozwalają limity.
W czwartek członek zarządu województwa Marzena Wodzińska zapowiedziała rozpoczęcie prac nad zmianą Wojewódzkiego Planu Gospodarki Odpadami. Zmiana potrwa jednak co najmniej rok.
- Wszystko co robimy musi się wpisywać w ryzy ustawy, Krajowego Planu Gospodarki Odpadami i dyrektyw unijnych - wyjaśnia Marzena Wodzińska.
Teraz Poznań będzie musiał wywozić zebrane od mieszkańców odpady do innych instalacji. Tyle, że według urzędników ze związku międzygminnego GOAP takich na rynku nie ma.
Zdaniem Marzeny Wodzińskiej miasto Poznań niepotrzebnie połączyło odpady kuchenne ze skoszoną trawą. Członek zarządu województwa przekonuje, że ten pierwszy odpad nie wlicza się do limitu. Rozdzielenie odpadów oznaczałoby, że zamiast jednego pojemnika mieszkańcy musieliby mieć dwa. Według Marzeny Wodzińskiego, problemów nie było na przykład w blokach.
- Gdybyśmy to wyodrębnili odpowiednimi kodem, bo przecież mamy osiedla, bloki, domy wielorodzinne, gdzie trawa nie jest koszona przez mieszkańców i gdyby to oznaczałoby się odpowiednim kodem, to nie zabierałoby to limitu - mówi Marzena Wodzińska.
Władze województwa proponują również inne rozwiązanie. Urzędnicy z Poznania musieliby zdobyć i przedstawić odpowiednie decyzje i wtedy również jest szansa na zwiększenie limitu do 45 tysięcy ton, bez konieczności zmiany planu, który potrwa co najmniej rok.