"Nauczycielki zadziałały wzorowo - otworzyły okna, powiadomiły straż pożarną i ewakuowały siebie i dziecko, które już w przedszkolu było" - mówi dyrektor placówki Aneta Jankiewicz.
Przyjechała straż, okazało się, że jest czad w pomieszczeniu, w związku z tym daliśmy znać rodzicom, że przedszkole nie będzie otwarte. Został zawiadomiony pan, który jest od naszej instalacji gazowej, żeby zobaczyć, czy wszystko jest w porządku. Okazało się, że problem był z piecem sąsiadów i w związku z tym do naszych pomieszczeń dostał się dym przez kanały wentylacyjne
- wyjaśnia dyrektor placówki.
Przedszkolanki obudziły też rodzinę sąsiadującą z przedszkolem przez ścianę, prawdopodobnie ratując życie czterech osób. "Przedszkole kupiło czujkę kilka lat temu, gdy po raz pierwszy do sal dostał się dym od sąsiadów, a przedszkolanki zadziałały instynktownie" - mówi dyrektor Aneta Jankiewicz.
Mam świetnych pracowników tak, że wiedzą co robić
- przyznaje Jankiewicz.
Aparatura straży pożarnej pokazała wysokie stężenie tlenku węgla. Pracownik techniczny przedszkola sprawdził instalację i nie wykrył uszkodzenia. Okazało się, że przyczyną powstania tlenku węgla był piec sąsiadów, który znajduje się w piwnicy pod pomieszczeniami przedszkola.
Do przedszkola w Pięczkowie uczęszcza 50 dzieci. Od czwartku maluchy, których rodzice nie mogli zatrzymać w domu, mają zajęcia w przedszkolu w Witowie. W poniedziałek wracają do swojej placówki.
CZYTAJ: Czad w przedszkolu w Pięczkowie. Dzieci mają przymusowe ferie