Głos w telefonie był identyczny jak córki - powiedział Radiu Poznań pan Tadeusz. Mężczyzna zachował spokój i szybko wyczuł, że coś się nie zgadza. Jak relacjonuje, dwukrotnie usłyszał słowa "tata, to ja, twoja córka".
Ona nigdy tak się do mnie nie zwraca. Powiedziałaby raczej: „to ja, Marlena”. Wtedy zapaliła mi się lampka ostrzegawcza i stwierdziłem, że to oszustwo. Zapytałem: „w co gramy, proszę pani?”. Po chwili połączenie zostało przerwane
- opowiada mieszkaniec.
We wtorek po południu w mediach społecznościowych pojawił się apel mieszkanki Leszna. Kobieta ostrzegała przed sytuacją, która spotkała jej rodziców. Na telefonie stacjonarnym wyświetlił się jej numer, a po odebraniu ojciec usłyszał dramatyczną wiadomość o rzekomym wypadku – i co szczególnie niepokojące, wykorzystano jej prawdziwy głos, który rozpaczliwie błagał o pomoc.
Jak się okazuje, podobnych prób w tej miejscowości było więcej. W jednym z przypadków doszło później do rozmowy z rzekomą policjantką, która poinformowała, że prokurator żąda kaucji, by córka, która doprowadziła do dramatycznego wypadku, uniknęła aresztu.
Zdezorientowany i przerażony ojciec zaczął przygotowywać pieniądze. Sytuację uratowała jego żona, która po powrocie do domu natychmiast nabrała podejrzeń. Gdy zapowiedziała, że dzwoni na policję, połączenie zostało natychmiast zerwane.
Policja apeluje o ostrożność i przypomina: funkcjonariusze nigdy nie żądają pieniędzy. W przypadku podobnych sytuacji należy jak najszybciej skontaktować się bezpośrednio z bliskimi i zgłosić sprawę odpowiednim służbom.