Poznańscy urzędnicy mówią, warszawscy uważnie słuchają i pilnie notują. O animozjach poznańsko-warszawskich zapomniano. - Jest miło i sympatycznie. Bardzo się lubimy i szanujemy, dużo pytamy o komunikację miejską, bo chcemy poznać rozwiązania, które sprawdziły się podczas szczytu klimatycznego w Poznaniu - mówi rzecznik prezydent Warszawy Bartosz Milczarczyk.
Poznaniacy mówią i radzą chętnie, ale zdają się trochę wątpić w powodzenie warszawskiego szczytu. - Międzynarodowe Targi Poznańskie były przestrzenią świetnie nadającą się do takiej konferencji. Trudno mi sobie wyobrazić taką konferencję w przestrzeniach Stadionu Narodowego - przyznaje koordynator poznańskiego szczytu klimatycznego z 2008 roku Katarzyna Parysek.
W 2008 roku Poznań szykował się na szczyt jak na prawdziwe oblężenie. Z miasta wyjechali m.in. studenci. Okazało się, że na ulicach było luźniej niż zwykle. Uczestnicy szczytu rozczarowali niestety poznańskich handlowców, bo nie było ich widać w sklepach ani w mieście. Po obradach wracali do hoteli, z których wychodzili dopiero w kolejnym dniu obrad COP.