Pomiędzy grupą nauczycielek a dyrektorką trwa regularna wojna. Wszystko zaczęło się od zwolnienia jednej z nich i odmów udzielenia urlopów na poratowanie zdrowia - dyrektorka mówiła "nie". Kobiety poczuły się poszkodowane i skierowały pozwy do sądu.
Wyroki zapadły dla nich korzystne, ale dyrektorka szkoły w każdej z czterech, toczących się spraw złożyła apelacje. Dwie już przegrała. Za wszystko płaci samorząd. Dziś te koszty sądowe wynoszą już ponad 10 tys. złotych. A mogą być dwukrotnie większe.
O złej atmosferze w pracy, narastającym konflikcie i sposobach na wyjście z takich sytuacji - Iwona Krzyżak