Francis Rossi, wokalista legendarnych Status Quo gościem Radia Poznań
Kolejna światowa gwiazda odpowiada na nasze pytania. Zapraszamy na tydzień z zespołem Status Quo.
Kolejna światowa gwiazda odpowiada na nasze pytania. Zapraszamy na tydzień z zespołem Status Quo.
Zawsze wzbudzało mój szacunek, przekazywanie tradycji z pokolenia na pokolenie. Bywa z tym różnie, co łatwo zaobserwować na przykład w kręgu muzyki. Oczywiście czasem jest to niemożliwe z podstawowego powodu, gdy potomek nie ma talentu lub nie wykazuje zupełnie zainteresowania tą sferą aktywności w życiu. Jednak blues zna niezliczone przypadki, kiedy muzyka jest przekazywana niemal z DNA. Rodziny muzyków bluesa, były zwykle bardzo liczne i rachunek prawdopodobieństwa podpowiadał, że któreś z dzieci przejmie muzyczne skłonności. Stąd po wielkich bluesmanach takich jak Elmore James czy John Lee Hooker na scenie pojawiały się znowu te znane i popularne nazwiska, już z dodatkiem „Junior”. Bywało, jak w przypadku Lonnie’go Brooksa, że jego dwóch synów Ronnie Baker Brooks i Wayne Brooks, poszło w ślady ojca z bardzo dobrym rezultatem.
Kto nie lubi przebojów, piosenek które uprzyjemniają nam codzienność, a po latach, określają różne etapy naszego życia. Takie kawałki, tygrysy lubią najbardziej. Piosenki bywają różne, jak odmienne są nasze upodobania i preferencje muzyczne. Najogólniej znowu górą inżynier Mamon. Piosenki pozostają w naszej świadomości, czasem nic nie jest w stanie odebrać nam urody pierwszej wersji. Bywa też, że inne odczytanie piosenki, nowe wykonanie, nie tylko ożywia przebój w nowych czasach, lecz odsłania jego inne walory.
Są instrumenty o mocy tajemnej. Niepozornej wielkości, o niepowtarzalnym brzmieniu. Często w większym składzie orkiestrowym, możemy wtedy nie zauważyć, na czym muzyk gra. Wokół wielkie gabaryty fortepianu, harfy, kontrabasu, tłok sekcji instrumentów blaszanych i jakieś maleństwo ginie w tłumie. Obiektem dowcipów zawsze jest ten muzyk, który w odpowiednim momencie wstaje i uderza pałeczką w triangel, czyli trójkąt. Podobnie jest z fletem pikuliną i harmonijką ustną.
Pierwsze zetknięcie się z żywym artystą na koncercie, zmienia nasze wcześniejsze opinie i wyobrażenia, wynikające z nagrań płytowych. Następuje zasadnicza rewizja oceny, ktoś może się okazać oryginalny, charyzmatyczny, wręcz genialny lub przeciętny, a czasem nawet boleśnie słaby. Waltera Trouta w akcji usłyszałem trzy dekady temu w Holandii na dużym festiwalu North Sea Jazz. Na koncercie okazał się prawdziwym wulkanem, muzykiem, który daje z siebie wszystko. Pomyślałem wtedy ze smutkiem, że nie było mi dane usłyszeć jak Walter Trout grał wcześniej w zespole Johna Mayalla.
Margo Price nie jest jedną z tych piosenkarek country, które gdzieś na prowincji południa Stanów Zjednoczonych od dzieciństwa objawiały zamiłowanie do śpiewu i estrady. Chociaż dzisiaj to czołowa gwiazda kojarzona z stolicą country Nashville, piosenkarka pochodzi z miasteczka Aledo w stanie Illinois, a to przecież mocno zurbanizowana północ USA.