Roman Wawrzyniak: Czy dotarła do Pana informacja z Poznania od zaniepokojonych rodziców ze Społecznej Rady Edukacji i Wychowania Rodziny na temat ankiety, przygotowanej przez miejskich urzędników do wypełnienia przez uczniów, w której np. na pytanie dotyczące zaobserwowania dyskryminacji w szkołach uczniowie nie mogli odpowiedzieć "nie", bo taka odpowiedź nie występowała?
Mikołaj Pawlak: Takie głosy dotarły od Rady, ale też od zaniepokojonych rodziców. Kolejny raz, gdy władze Poznania, które mają nadzorować administrację szkoły (np. w sprawach takich jak ciepło w szkole). Tym powinien zajmować się prezydent i taką ankietę może wysyłać do szkół. Natomiast to, co znowu przedstawia w Poznaniu to wprost manipulacja i wkraczanie w nieswoje kompetencje. Elementy dotyczące manipulowania, postawienia już negatywnej tezy dotyczącej dyskryminacji - to jest wprowadzane pod płaszczykiem nauki o ekologii, taka nowomowa, a między tym nierówne traktowanie. Nie zgadzam się z tego rodzaju aktywnością samorządowca z Poznania. Złożyłem prośbę do pana profesora Przemysława Czarnka, ministra edukacji i nauki o reakcję i również nadzór pedagogiczny, by nie dali się wprowadzić w błąd. Również Wielkopolskiego Kuratora Oświaty o to proszę. Od pana prezydenta żądam wyjaśnień, dlaczego łamie prawo. Zgodnie z zasadami demokracji ten nadzór merytoryczny, pedagogiczny spoczywa na organie centralnym, czyli kuratorze w imieniu MEN. Dlaczego pan prezydent wkracza w nieswoje kompetencje, bo w zakres, który dotyczy współpracy rodziców z systemem edukacji, a nie prezydenta czy jakiegokolwiek samorządowca.
Jeżeli uczeń nie czuje się dyskryminowany, nie ma możliwości tego wyrazić. Tak piszą rodzice liście do Pana urzędu. Rodzice sugerują, że ankieta jest formą manipulacji i ma udowodnić, że w szkołach są niezbędne lekcje antydyskryminacyjne.
To przejaw manipulacji. Ankieta jest sformułowana w sposób negatywny, tak jak gdyby było i jest źle, a ona ma pokazać, jak ma być dobrze. Czyli nie ma możliwych odpowiedzi, że nie ma przejawów dyskryminacji albo niektórzy tego nie odczuwają. Większość społeczeństwa nie ma z tym problemu. Tak czy inaczej, ja jestem przeciwny jakiejkolwiek formie dyskryminacji, zwalczam jakąkolwiek przemoc np. rówieśniczą, do każdego postępowania przystępuję, ale nie może być tak, że robi to w sposób zmanipulowany podmiot, który nie ma do tego uprawień, to jest absolutnie niedopuszczalne, to jest łamanie prawa. Będę prosił pana prezydenta, żeby złożył wyjaśnienia. Apeluję do rodziców i uczniów starszych klas, żeby zwracali uwagę na takie zachowania, nie wypełniali ankiet i zasypywali prezydenta pytaniami w tej sprawie - dlaczego łamie prawo.
Miasto zachęca od kilku tygodni, zarówno nauczycieli, jak dyrektorów szkół, do aplikowania o pieniądze, które są przeznaczone na prowadzenie zajęć antydyskryminacyjnych. Nawet wiceprzewodnicząca komisji oświaty, radna znana z promowania LGBT, spod znaku błyskawicy, groziła rodzicom i dyrektorom, że miasto będzie z nimi walczyć, jeśli będą przeciwko zajęciom antydyskryminacyjnym. To już chyba największy skandal. Co w tej sprawie może zrobić pański urząd? Miasto straszy, że użyje całej swej mocy, żeby ten opór zdławić. To jest chyba konieczny nadzór.
Niestety to kolejny przykład nieszczęsnego doboru współpracowników przez władze samorządowe. Mieliśmy przykład w Łodzi, gdzie pełnomocnik do spraw dzieci i młodzieży prezydent Hanny Zdanowskiej uczestniczyła w tych piorunowych, burzowych marszach i z wulgaryzmami sobie folgowała. To pokaz braku praworządności - kolejny już. Będę pytał pana prezydenta również o to, dlaczego działalność jest prowadzona, a jednocześnie przypominam, że minister Czarnek chce doprecyzować przepisy, żeby było jasne, że nic, co nie jest w programie nauczania, nie może pojawiać się w szkole bez zgody rodziców i bez nadzoru. Takie przepisy mają być doprecyzowane i mają spowodować odpowiedzialność dyrektorów szkół za taką działalność. Prezydent miasta nie ma prawa wpływać na dyrektorów w sprawach, w których nie ma kompetencji.
Przypomnę art. 12 Konwencji o Prawach Dziecka, który stanowi: "Państwa strony zapewniają dziecku, które jest zdolne do kształtowania własnych poglądów, prawo do swobodnego wyrażania własnych poglądów we wszystkich sprawach dotyczących dziecka, ale przyjmując je z należną powagą, stosownie do wieku oraz dojrzałości dziecka". Zdaniem ekspertów, z którymi rozmawiałem, to pytanie o dyskryminację w tej słynnej ankiecie narusza ten zapis, swobodę dzieci do wyrażania poglądów.
Oczywiście, jeżeli jest na tyle zmanipulowane pytanie, że nie można powiedzieć, że ktoś nie odczuwa przejawów dyskryminacji, to to już wpływa ma manipulację. Ten przepis ma odzwierciedlenie w Kontytucji, którą środowisko pana prezydenta bardzo często się posługuje. Akurat nie w tym przypadku, rozumiem, bo jest na ich niekorzyść, ale również w ustawie o Rzeczniku Praw Dziecka. Dziecko ma prawo do wychowania, zgodnie ze światopoglądem przedstawianym przez rodziców, z poszanowaniem jego godności i osobistych poglądów, jednakże zawsze musi być zgodne z wolą rodziców. Tu nie może być dyskusji na temat wkraczania samorządu, który nie ma kompetencji i na tym będę się skupiał jako prawnik.
To jest też powód, dla którego będzie pan interweniował. Warto też chwilę poświęcić temu, co znajduje się w instruktażach tak zwanych lekcji z genderyzmu, czyli lekcji antydyskryminacyjnych. Instytut Ordo iuris przejrzał biuletyn do tych lekcji. Jest kilka obszarów budzących wątpliwości. Np. sfera płciowości małżeństwa - to jest sfera, w której wyraźnie promowane jest podejście ideologiczne. Warto wspomnieć, że aby zostać certyfikowanym trenerem, trzeba przejść trening genderowy. To są pytania, kto może zostać tam, na te lekcje później wpuszczony.
Szkoda, że nie było aspektu dobrego wychowania i prawidłowych relacji rodzinnych, bo moim zdaniem przyczyną przemocy i takiego hejtu w szkole to nie jest jakaś dyskryminacja, tylko nałogi, jest rozpad rodziny, są nieprawidłowe wzorce - i te są przenoszone przez dzieci do szkół. A taka nowomowa... Ostatnio był przykład w Kalifornii, że w sklepach ma nie być podziału na zabawki dla chłopców i dziewczynek, tylko ma być jedna płeć. Nie dajmy sobie w głowach poprzewracać. Patrzmy racjonalnie na życie, musimy o to dbać. Dziękuję zaangażowanym rodzicom i osobom zaangażowanym, dzięki którym ja i minister edukacji będziemy reagować. Bardzo ważny jest mocny głos, że niedopuszczalne jest łamanie prawa przez samorządowców.
W tych pseudopodręcznikach są ciekawe rzeczy. Otóż certyfikaty dla prowadzących lekcje genderowe, być może ma to służyć temu, by wpajać uczniom, że na świecie jest więcej opcji płci niż kobieta i mężczyzna, albo by sądzić, że płeć, rodzicielstwo to koncepty płynne, zmienne. Wszystko kwestią wyboru. Tych elementów jest więcej. Jako stereotypy określa się np. to, że w początkowej fazie rozwoju dziecko bardziej potrzebuje matki. Czy pan się temu przyjrzy?
Tak, to są kolejne metody, próby wpływania na świadomość społeczną, a przez to zmiany postaw w społeczeństwie. Mam nadzieję, że to się nie stanie.
To już się dzieje.
To się dzieje, ale mam nadzieję, nie odniesie skutków do naszych dzieci i rodzin. Tak, jak rok i dwa lata temu reagowałem na różne deklaracje, chociażby w Warszawie, niezgodne z prawem, powołujące się na rzekomo dokumenty ONZ, które takimi nie są. Te programy też będę kontrolował, dziękuję rodzicom za aktywność. Duch w narodzie nie ginie. Ta oddolna pomoc mnie jako rzecznikowi, ministrowi sprawia, że czujemy, że istotna jest nasza praca.
Na koniec jeszcze jedno pytanie - jakie prawa mają rodzice w takim kontekście i w takim zakresie tematu, o którym rozmawiamy?
Absolutnie mają prawo, żeby zażądać od prezydenta zaniechania praktyk, wyjaśnienia podstaw prawnych. Jestem przekonany, że prezydent nie znajdzie takich podstaw. Chodzi o to, żeby wysyłać do niego jak najwięcej zapytań, reagować, pytać dyrektorów. Ważne, żeby pokazać, że rodzice wiedzą, co dzieje się w szkole i że nie wyrażają na to zgody.
A kiedy można się spodziewać Pana interwencji?
To się działo, jak tylko dostałem informację. Reakcja zapewne potrwa kilka dni. Pan prezydent będzie musiał mi odpowiedzieć - ma ustawowy termin 30 dni. Liczę, że w tym terminie się wyrobi.