Zdaniem gościa naszej porannej rozmowy, nadal wielu rzeczy nie wiadomo.
Komisja badająca wypadek postawiła wszelkie możliwe hipotezy i będzie je po kolei eliminować w miarę zbierania materiałów z tego wypadku, czyli odczytu rejestratora pokładowego, przesłuchania korespondencji radiowej, zbadania stanu technicznego samolotu, przeanalizowania wszystkich filmów i tak dalej
- mówi mjr. rez. Michał Fiszer.
Lotnik zwrócił uwagę na fakt, że pilot myśliwca nie mógł katapultować się, kiedy jego samolot tak szybko zbliżał się do ziemi.
Najczęściej czterokrotność prędkości zniżania, to jest minimalna wysokość do katapultowania. Czyli jeżeli samolot zniża się 100 metrów na sekundę, to nie można katapultować się na wysokości mniejszej niż 400 metrów. To jest jedna rzecz. A po drugie, w trakcie takiego ostrego manewru z dużym przeciążeniem, trzeba najpierw to przeciążenie zlikwidować
- mówi lotnik.
Zdaniem gościa porannej rozmowy, pilot najpierw musiałby przejść do stromego lotu i dopiero wtedy ewakuować się z samolotu. W końcowej fazie nie było na to szans.
Według mjr. rez. Michała Fiszera, udział w pokazach lotniczych nie jest znacznie trudniejszy i bardziej ryzykowny od ćwiczeń. Pilot przekonuje, że takie imprezy są potrzebne, chociażby po to, by pokazywać "podatnikom" samoloty i zdolności lotników. Defilady i różne pokazy towarzyszyły lotnictwu od zawsze.
W katastrofie zginął lider grupy Tiger Demo Team z 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach mjr Maciej "Slab" Krakowian.
Czytaj także: Katastrofa F-16 przed Air Show w Radomiu. Nie żyje pilot z Krzesin
Ekspert o katastrofie F-16: pilot do ostatniej chwili kontrolował samolot