Wtedy szef Solidarności odwołał się do Sądu i wygrał w pierwszej instancji. Tymczasem według dyrektora Sanepidu sprawa była ewidentna. - Przyszedł rano do pracy, podpisał listę płacy, a następnie wziął flagi i pojechał z kolegą na manifestację. Jego kolega, zastępca w związku, wziął na ten dzień urlop wypoczynkowy - wyjaśnia Jasiński.
Związkowiec od początku bronił się, że dopełnił wszystkich procedur. Wypisał się w zeszycie, wyjść uzyskując zgodę bezpośredniego przełożonego.
Dziś Chojnacki nie chciał komentować sprawy.
W obronie dyrektora stanęła większość załogi. Pracownicy, obawiając się, że ich szef zostanie odwołany ze stanowiska przez prezydenta miasta Józefa Nowickiego wystosowali do magistratu oficjalne pismo. Prezydent z ostateczną decyzją poczeka do prawomocnego wyroku.