NA ANTENIE: W punkt - magazyn interwencyjny
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

"Święta z ubogimi" po raz 7. w Poznaniu. Do stołu zasiądzie 200 osób [ROZMOWA]

Publikacja: 22.12.2022 g.10:27  Aktualizacja: 22.12.2022 g.15:41
Poznań
200 osób bezdomnych, samotnych i potrzebujących zasiądzie w Poznaniu do świątecznego obiadu w pierwszy dzień Bożego Narodzenia. To akcja, którą organizuje Wspólnota świętego Idziego. Odbywa się pod hasłem "Święta z ubogimi" i zostanie zorganizowana już po raz siódmy.

Spis treści:

    Nawiązujemy do polskiej tradycji - stawiania na świątecznym stole pustego talerza dla osoby potrzebującej - mówił w porannej rozmowie Radia Poznań Maciej Mróz ze Wspólnoty świętego Idziego.

    My naszą świąteczną inicjatywą wychodzimy poza sam symbol, autentycznie stawiając wiele tysięcy talerzy, bo wspólnota robi to na całym świecie. W Poznaniu tych talerzy, miejsc przy stole będzie 200 i właśnie robiąc to, chcemy zrobić miejsce dla osób, które na co dzień doświadczają różnego rodzaju wykluczenia. Przede wszystkim są to osoby bezdomne, starsze, Romowie, migranci, uchodźcy

    - mówi Maciej Mróz.

    Uczestnicy świątecznego obiadu dostaną też prezenty przygotowane przez członków wspólnoty i darczyńców. Przy stole zasiadają osoby, którymi wspólnota się opiekuje na co dzień i z którymi spotka się co czwartek. W okresie świątecznym członkowie wspólnoty z prezentami odwiedzają także seniorów w Domu Pomocy Społecznej.

    Poniżej cała rozmowa:

    Roman Wawrzyniak: Zawsze ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego ręce, jest Boże Narodzenie - pozwoliłem sobie rozpocząć dość nietypowo, bo w czasie przedświątecznym Bożego Narodzenia warto chociaż na chwilę odejść od polityki tej mniejszej, tej większej i skupić się po prostu na drugim człowieku, a słowa, którymi dziś państwa przywitałem, zostały wypowiedziane kiedyś przez św. Matkę Teresę z Kalkuty. Dziś gościem Kluczowego Tematu jest członek Wspólnoty św. Idziego Maciej Mróz. Kilka dni temu w Wielkopolskim Popołudniu na naszej antenie rozmawiałem z moimi gośćmi o wigilii organizowanej przez Caritas na MTP dla ludzi bezdomnych, samotnych, starszych czy ubogich i to jest bardzo piękna inicjatywa, to trzeba podkreślić, ale ci sami ludzie, którzy tam przyjmują zaproszenie na tę wigilię w najbliższą sobotę, już pierwszego dnia świąt często nie mają co ze sobą zrobić i właśnie im wychodzą na przeciw ludzie ze wspólnoty, którą reprezentuje nasz dzisiejszy gość. W jaki sposób odpowiadacie na tę potrzebę?

    Maciej Mróz: Mamy w Polsce tradycję stawiania pustego talerza na stole i to symbolizuje zrobienie miejsca dla osób, które są potrzebujące i samotne i my naszą świąteczną inicjatywą wychodzimy poza sam symbol, autentycznie stawiając wiele tysięcy talerzy, bo wspólnota robi to na całym świecie. W Poznaniu tych talerzy, miejsc przy stole będzie 200 i właśnie robiąc to, chcemy zrobić miejsce dla osób, które na co dzień doświadczają różnego rodzaju wykluczenia. Przede wszystkim są to osoby bezdomne, starsze, Romowie, migranci, uchodźcy. W Poznaniu nasze święta z ubogimi - jak nazywamy to wydarzenie - organizujemy po raz siódmy.

    I to jest obiad w pierwszy dzień świąt?

    Właśnie do tego chciałem nawiązać, bo wspomniał pan o tych innych inicjatywach, także wigilii na targach.

    Ważnych, pięknych, potrzebnych...

    To jest niesamowite, to pokazuje też, że te święta mają charakter rodzinny. Tak, jak w rodzinie jeździ się z miejsca na miejsce odwiedzając różne osoby, tak tutaj podobnie. My z naszymi znajomymi z ulicy, z którymi spotykamy się przede wszystkim w czwartki, to są osoby w kryzysie bezdomności, my mówimy o nich czasem przyjaciele, bo to staje się pewną formą przyjaźni z czasem, my znamy ich imiona, zapraszamy też imiennie na obiad i spotykamy się w każdy czwartek i kiedy 7 lat temu przyszedł czas świąt Bożego Narodzenia stwierdziliśmy, że jeżeli jesteśmy dla siebie jakąś poszerzoną rodziną, to święta spędza się w rodzinie i zrobiliśmy wtedy taką wigilię przed wigilią 22 grudnia. Natomiast oni powiedzieli nam, nasi znajomi, że faktycznie jest dużo tych inicjatyw - szczególnie ta wigilia na MTP, ale kiedy przychodzi pierwsze święto świąt Bożego Narodzenia, oni czują się samotni i ta samotność jest bardzo dotkliwa dlatego, że to jest czas, kiedy są zamknięte wszystkie centra handlowe, a choinki dalej migają światełkami i że to jest czas, kiedy osoby, które na co dzień żyją na jakimś marginesie, często są wykluczane, jeszcze dotkliwej doświadczają swojej samotności, bo za ich sytuacją często kryją się jakieś dramaty rodzinne, więc to jest taka samotność bardzo bolesna.

    Czyli to są ludzie, których tak naprawdę trochę znacie, bo na co dzień w tygodniu ich wspieracie po prostu na ulicy, na dworcu. To są osoby autentycznie bezdomne i je - jak rozumiem - zapraszacie na ten świąteczny obiad w pierwsze święto? Normalnie przy stole pod dachem.

    Tak, to jest bardzo ważne, dlatego mówię o tej rodzinnej atmosferze. My te święta nazywamy świętami z ubogimi. To jest taka robocza nazwa, ale ten przyimek "z" jest bardzo istotny, dlatego, że oni nie są odbiorcami naszych usług charytatywnych, są naszymi braćmi, siostrami, znajomymi. Tu trudno znaleźć takie słowo dobrze to opisujące, ale na pewno spotykając się z nimi co tydzień już od 7 lat, tworzą się relacje, jakaś forma przyjaźni i dlatego my razem z nimi siadamy do stołu. Tam jest taka prawdziwa porcelanowa zastawa, jest bardzo dobre jedzenie i jak mówiłem o tych 200 miejscach przy stole, to te miejsca są również dla nas, bo my razem siedzimy i razem spędzamy ten czas.

    Jest to jednak dużo przygotowań, bo jak robi się wigilię na 15-20 osób w rodzinie, to wszyscy wiemy, ile to jest pracy, to jest ogrom, a jak wygląda przygotowanie obiadu świątecznego dla 200 osób? Czy macie już coś przygotowane?

    Mamy, jest cała masa ludzi, która nad tym pracuje od dość długiego czasu. Co roku mówimy, że musimy zacząć myśleć o tym obiedzie wcześniej, ale to jest niesamowite - ci nasi przyjaciele z ulicy, oni pytają o to już czasami od października, listopada i my wtedy też już zaczynamy myśleć, jaka formę, ile osób. Tak, że jest tu kilkadziesiąt osób zaangażowanych bezpośrednio, mamy już ustawione stoły, częściowo przygotowane dekoracje. Jutro będą się dalej odbywać różne rzeczy. My te osoby, które przychodzą, imiennie zapraszamy, każdy dostaje imiennie zaproszenie, bo my je znamy z imienia, znamy ich historię, oni znają nas i można też powiedzieć, że ten stół jest bardzo szeroki, bo dostarczamy wiele życzliwości od różnych ludzi, którzy nas wspomagają. Mówił pan, że przygotować obiad na 15 osób w domu jest wyzwaniem, to ośmielamy się prosić o wsparcie tej inicjatywy już wcześniej w różnych miejscach i ludzie włączają się ochoczo.

    I starcza tych pieniędzy, żeby przygotować?

    Jest tak akurat na styk, to jest akurat ciekawe, przekracza też czasami, bo ja mówiłem o obiedzie, ale są całe święta z ubogimi.

    A przygotowujecie też dla nich prezenty?

    Tak, przynoszą ludzie i prezenty i wspierają finansowo. Natomiast nie obejmuje to tylko tych ludzi z tych czwartkowych spotkań, które nazywamy "kolacją na ulicy", ale w ramach świąt z ubogimi odwiedzamy też nasze dzieci romskie ze Szkoły Pokoju. Mamy taką inicjatywę, taki projekt edukacyjny, integracyjny dla dzieci romskich, a także odwiedzamy naszych znajomych - osoby starsze z DPS-u i dla nich też organizujemy takie spotkanie. Znamy ich dobrze, więc wiemy jakie mają marzenia i dlatego ludzie zgłaszają się i przygotowują dla nich prezenty.

    Bezdomność często kojarzy się jednak z alkoholem niektórym ludziom, jak ten problem wygląda, jak sobie z nim radzicie? Czy ci ludzie przychodzą w stanie nietrzeźwości na takie świąteczne spotkania czy wręcz przeciwnie mobilizują się i jakoś sobie radzą?

    Jest tak, jak mówiłem wcześniej, ten klucz myślenia o jakiejś takiej poszerzonej rodzinie jest bardzo pomocny, dlatego myślę, że każdemu się zdarzyło, że wujek przyszedł pod wpływem na jakąś imprezę rodzinną, tutaj osoby, które żyją na ulicy, są niektóre uzależnione od alkoholu, ale to nas już od naszego pierwszego spotkania mocno uderzyło, że oni przychodzą - nawet ci, którzy zmagają się z chorobą alkoholową - prawie trzeźwi albo trzeźwi. Wszyscy przychodzą bardzo pięknie ubrani, pachnący.

    Jednak.

    To jest coś niesamowitego. To było też fajne np. w czasie tych naszych czwartkowych spotkań, ludzie się np. upominają, mówią "nie przeklinaj, tu są damy". To naprawdę działa i jest niesamowite, że to się robi takim wydarzeniem wzajemnym też.

    Dajecie im chwilę takiej normalności, pewnie też chwile wspomnień, powrotu do tego, co kiedyś mieli, jak sądzę.

    To jest, jak mówiłem, dla osób, które doświadczają mocno samotności, wszyscy są poruszeni. To jest dość istotne, że to jest wydarzenie także dla nas.

    Kim są ludzie, którzy to wszystko robią? Kim są ludzie ze wspólnoty, albo ci wspierający? Bo pewnie są tacy i tacy.

    Jesteśmy w większości zwykłymi ludźmi. To nie jest żadna nasza zawodowa działalność. Jesteśmy po prostu ludźmi, którzy mają rodziny.

    Różne zawody wykonujecie.

    Tak i dla nas - mówiłem już o tym przyimku "z" - ważne jest to, co robimy, także w ciągu roku, jest próbą zintegrowania z naszym życiem. To nie jest hobby, to nie jest tylko działalność charytatywna, bo - jak mówiłem, my doświadczamy wiele dobra i czegoś takiego wzajemnego od tych naszych przyjaciół. To jest bardzo trudno powiedzieć, dlatego te święta też wykorzystujemy do tego, żeby np. zaprosić wolontariuszy. Mówimy: chodźcie, zobaczcie, jest trudno powiedzieć, bo jeżeli ta tu mówię panu, że my się przyjaźnimy z osobami bezdomnymi, to brzmi jak jakaś kompletna abstrakcja.

    To prawda. Dlaczego pan osobiście zaangażował się w takie działania i solidarność z ubogimi, bezdomnymi?

    Wspólnota Sant'Egidio powstała w Rzymie w 1968 roku. My dołączyliśmy 7 lat temu.

    To był swoją drogą ciekawy przypadek - pewna pani Modesta Valenti - bezdomna, nie została zabrana przez ambulans dlatego, że była bezdomną. Zmarła na dworcu.

    Powiedzieli, że śmierdzi, dlatego karetka nie chciała jej zabrać.

    I od tego się zaczęła taka wrażliwość.

    I od tego też czasu w okolicach lutego, zawsze na przełomie stycznia i lutego mamy mszę, podczas której modlimy się za takie osoby. Właśnie jest podobna sytuacja, jak w wielu rodzinach, że przy naszym stole świątecznym zabraknie wielu osób, które zmarły w tym roku.

    Ale wróćmy do pana myśli.

    Jeżeli pan pyta dlaczego, to oczywiście dołączyłem do jakiegoś zaproszenia. Natomiast stało się to dla mnie bardzo ważne w życiu i mamy myślę podobnie wśród tych ludzi, którzy tutaj są w naszej grupie. Dla mnie to stało się sposobem życia - taka solidarność, która jakoś wraca. To nie jest tylko radość z działania pomocowego, ci ludzie nam naprawdę pozmieniali w głowach, te spotkania przede wszystkim i oni są nam bliscy.

    Pan zna jakieś historie tych ludzi, takie życiowe?

    Oczywiście.

    Dlaczego trafili na ulice? Książki można pisać.

    To jest temat bardzo szeroki, dlatego, że przykładamy w wielu przypadkach, nie tylko tym, takie kategorie dość ogólne - osoby bezdomne.

    One mają imię, one mają swoje oczy, swoją historię.

    Są osoby, które trafiają na ulice z przeróżnych powodów. Wspomniał pan uzależnienie od alkoholu. Znam wiele takich przypadków, że osoby, które zaczęły pić, bo były na ulicy. To była Justyna, która była młodą dziewczyną i jej mąż  popełnił samobójstwo, ona została bez środków do życia, wręcz z jakimiś długami i ona trafiła na ulicę, odebrano jej dziecko i zmarła, ale ona pić zaczęła na ulicy. Jest wiele takich przypadków. Mogę jedną taką świąteczną historię opowiedzieć. Cztery lata temu przyszedł na nasz obiad Zbyszek - wolontariusz, śpiewał w chórze, potem okazało się, że jest osobą bezdomną. To był pan, który był choreografem w Sankt Petersburgu. On tam zarobił mnóstwo pieniędzy, przyjechał tutaj i okazało się, że rodzina - mówiłem o dramatach rodzinnych - zabrała mu wszystkie pieniądze z konta i on żył na ulicy. Dla mnie był bohaterem, bo on codziennie mieszkając, śpiąc na dworcu, jeździł na lotnisko się umyć, a potem jeździł do pracy, do myjni samochodowej aż był w stanie sobie jakoś zorganizować pieniądze na dalsze działania. To są takie historie, jest mnóstwo.

    I można będzie ich pewnie wysłuchać przy tym stole wigilijnym. Można też oczywiście wesprzeć wspólnotę i tych ludzi, którzy niosą tę pomoc. To jest Wspólnota Sant'Egidio albo świętego Idziego po prostu.

    https://radiopoznan.fm/n/PSomou