NA ANTENIE: 01:00 BEETHOVEN CZASU PRZEOMU V/
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Rosjanie zmuszają cywilów do udziału w propagandowych filmach - opowiada Ukrainka mieszkająca w Poznaniu

Publikacja: 11.03.2022 g.14:41  Aktualizacja: 11.03.2022 g.18:43 Łukasz Kaźmierczak
Poznań
Katerina Jakymenka pochodzi z miejscowości Iwanków w obwodzie kijowskim. Do miasta weszły rosyjskie wojska.

Spis treści:

    Jak wynika z informacji kobiety, mieszkańcy zostali przez nich pojmani i zmuszeni do udziału w propagandowych filmach. "Z mojego miasta zrobili sobie studio nagrań" – opisuje Katerina Jakymenka.

    Te osoby, ci cywile, których zabrali, zostali zmuszeni do nagrywania, tak jak my teraz rozmawiamy, tylko że tam wycięli połowę, zmanipulowali tak, że brzmi, że oni przekazują jedzenie, a ukraińska władza uciekła. Ja wiem, że Rosjanie rozkradają teraz moje miasto i nasz urząd stanu cywilnego i nagrywają sobie swoje brzydkie filmy, które później kanał pierwszy czy inne rosyjskie media pokazują

    - mówi Katerina Jakymenka.

    Jak tłumaczy Katerina Jakymenka, ludność ukraińska przebywająca w bezpiecznych miejscach kontaktuje się z bliskimi poprzez aplikację Telegram. W ten sposób kobieta dowiedziała się o pojmaniu ludności cywilnej z Iwankowa przez Rosjan. Po uszkodzeniu infrastruktury nie ma jednak kontaktu z przebywającymi tam rodzicami.

    Ukrainka prowadzi w Poznaniu firmę sprzątającą i otrzymuje bardzo dużo zapytań od zainteresowanych pracą rodaków.

    Bardzo chcę im pomóc, dlatego przebudowujemy swoją stronę, żeby troszeczkę zmienić podejście i zwiększyć ilość zamówień

    – mówi Katerina Jakymenka i apeluje o to samo do innych ukraińskich przedsiębiorców.

    Poniżej cała rozmowa w audycji Kluczowy Temat:

    Łukasz Kaźmierczak: Chcę wrócić do naszej rozmowy z 26 stycznia. Pani wówczas powiedziała: „Nie wierzę, że wojna wybuchnie. Nie w dzisiejszych czasach”. Teraz możemy się jedynie gorzko skrzywić na widok tych słów.

    Katerina Jakymenka: Niestety tak. Także przypominałam sobie naszą rozmowę. Powiedziałabym, że od początku tej wojny, a minęły ponad dwa tygodnie, czuję się zupełnie tak samo. Mam skrzywioną twarz jakbym zjadła pół cytryny i nasunięte brwi, które wyrażają, że nie rozumiem o co chodzi, co się wydarzyło i co się dzieje do dzisiaj. Tak samo jest w przypadku wielu moich znajomych, którzy również mówili, że nie może być wojny w dzisiejszych czasach. Ale niestety prawda jest inna. Coś się dzieje i pojawia się pytanie, co z tym zrobimy.

    Najpierw muszę zapytać o osobiste sprawy. Mieszka pani od wielu lat w Poznaniu, ale duża część pani rodziny została na Ukrainie. To rodzice i siostra. Czy macie ze sobą kontakt?

    Ja osobiście mam kontakt z siostrą. Rodzice poprosili ją, by wyjechała w bezpiecznej miejsce i przebywa teraz w Czarnowcach, to jest blisko granicy z Polską, Mołdawią i Rumunią. Jeśli chodzi o moich rodziców, to nie mam z nimi kontaktu od dobrego tygodnia. Sytuacja wygląda tak. Razem z siostrą stworzyłam grupę w aplikacji Telegram do komunikowania się z bliskimi, bo od początku wojny był z tym problem, a moje miasto to jest Iwanków, w północnej Ukrainie nad Kijowem.

    Tam odbywają się najkrwawsze walki…

    Niestety tak. Stworzyliśmy więc grupę, żeby ludzie, którzy wyjechali z miasta, mogli podpytać, czy na danej ulicy jest wszystko w porządku. Najpierw byłam podekscytowana tym, że udało się nam zrobić coś takiego, później dostaliśmy informację, że Rosjanie zabrali cywilów. Potem zabrali kolejne trzy osoby, po czym dowiedziałam się, że uderzyli w słup telekomunikacyjny, i po tym czasie straciliśmy zupełnie zasięg. Do dzisiaj nie jestem w stanie zadzwonić do mojej mamy.

    Czy nie ma nikogo w pobliżu, kto mógłby odebrać?

    Nie. Raczej cały powiat iwankowski i sąsiedni jest wyłączony z kontaktu.

    Gdyby ktoś miał informację, co dzieje się w Iwankowie pod Kijowem, prosimy o informacje. Przecież pani musi szaleć z niepokoju.

    Informacji raczej brakuje. Trzeba nagłośnić tę sprawę.

    Pani wspominała wcześniej, że widziała wczoraj nagrania, w których po pani miejscowości chodzą rosyjscy żołnierze.

    Z mojego miasta zrobili sobie studio nagrań, gdzie te osoby, ci cywile, których zabrali, zostali zmuszeni do nagrywania, tak jak my teraz rozmawiamy, tylko, że tam wycięli połowę, zmanipulowali tak, że brzmi, że oni przekazują jedzenie, a ukraińska władza uciekła. Ja wiem, że Rosjanie rozkradają teraz moje miasto i nasz urząd stanu cywilnego i nagrywają sobie swoje brzydkie filmy, które pokazuje później rosyjska telewizja.

    Czy śledzi pani losy innych znajomych?

    Moi znajomi są bezpieczni. Mam wielu znajomych na południu Ukrainy, oczywiście tam też nie jest słodko w tym momencie. Mama mojej koleżanki, która jest spod Ługańska, przekracza dziś granicę, więc jest bardziej bezpieczna. Jej tata także jest bezpieczny. Nie pojechali w końcu do Rosji, choć myśleli o tym, to jest taka najbardziej narażona na propagandę część naszego kraju i nie byli pewni, co się dzieje.

    Teraz doświadczają tego na bieżąco.

    Tak. Nikt raczej nie decyduje się teraz na wyjazd w stronę Rosji.

    Pomimo teoretycznych zachęt Rosji i otworzonych korytarzy humanitarnych tylko w stronę Rosji.

    Podobno wywożą nawet ludność z mojego rejonu. Ja nie wiem czy moja mama jest zdrowia i czy wszystko jest z nią w porządku.

    Chcę przypomnieć fragment naszej ostatniej rozmowy, który najbardziej mnie poruszył. Zapytałem wtedy o to, co się stanie, jeśli wybuchnie wojna. Pani wspomniała rozmowę z ojcem, który powiedział, że weźmie talerz, łyżkę, plecak wojskowy i pójdzie walczyć, ponieważ jest w takim wieku, że powinien jeszcze walczyć. Gdzie on jest teraz?

    Ostatnia wiadomość jaką otrzymałam jest taka, że był w budynku z moją mamą i babcią, która ma za sobą 75. urodziny, więc jest on teraz przy dwóch kobietach. Wiem, że wyciągnął chyba broń sprzed czasu drugiej wojny światowej, która został po moim dziadku. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek on po nią sięgnie. Rozmawiałam ostatnio z siostrą i pytałam, czy wie, czy on wyczyścił tę strzelbę, która była u nas w domu. Siostra odpowiedziała mi, że nie wie, ale modli się, żeby jednak to zrobił, bo widziała u niego naboje. Mam nadzieję, że on w tym momencie broni mojego domu.

    Pamiętam też fragment rozmowy, w którym spekulowaliśmy, jakby miała wyglądać taka wojna. Jako przykład podawaliśmy Charków i mówiliśmy, że trudno wyobrazić sobie, że pojawiają się tam czołgi i wybucha regularna wojna. Teraz Charkowa prawie nie ma. Mariupola też nie.

    Niestety tak to teraz wygląda.

    Dostawała pani zdjęcia?

    Oczywiście. Ja nawet nie chcę ich widzieć. Teraz przez większość czasu na mojej twarzy można zauważyć uśmiech. Ja już nie mam siły płakać i pokazywać ten smutek. Wiem, że ciężko jest ludziom na to patrzeć. Widzimy te zdjęcia. Ale nie jest nam łatwo. Czy myślałam, że tak będzie wyglądać wojna? Nie. Nie myślałam też, że będzie wojna informacyjna w internecie, to jest dopiero problem.

    Zdaje się, że Ukraina tę wojnę wygrywa.

    Tak mi się wydaje. Ja nigdy nie mogłam sobie wyobrazić, że tak dobrze będziemy trzymać postawę i bronić swojego domu. Jestem wdzięczna wszystkim ludziom, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do tego. To jest też problem dla mnie – czy ja robię wiele, czy tak naprawdę robię mało dla Ukrainy. Ale jednak każdy na swój sposób może pomóc.

    Wszyscy Ukraińcy są teraz na wojnie.

    Ja nie mówię tylko o Ukraińcach, ale o ludziach, którzy mają coś do powiedzenia. To jest bardzo ważne, żeby podawać prawdziwe fakty.

    Wczoraj pękła magiczna bariera – półtora miliona uchodźców z Ukrainy znalazło się w Polsce. To jest rzeka ludzi. Słynna amerykańska prezenterka, Oprah Winfrey, powiedziała, że jest to niesamowite, że ci ludzie znajdują schronienie u innych osób.

    Ktoś powiedział tak: „dziękujemy, że dajecie dom dla naszych kobiet. Dzięki temu możemy bronić naszego domu”. To jest bardzo wrażliwy temat dla wszystkich. Jako Ukrainka mogę powiedzieć, że jest to super, ale jako osoba, która mieszka od 6 lat, czuję, że niedługo, jeśli nie będziemy odpowiednio podchodzić do tego tematu, to może to spowodować…

    Konflikt?

    Niekoniecznie konflikt, ale niedomówienie, brak zrozumienia.

    Trudno wszystkim się pomieścić. Pani prowadzi firmę w Poznaniu i ma pani teraz kolejkę osób z Ukrainy.

    Było zupełnie inaczej jeśli chodzi o rekrutację. Prowadzę taką firmę, która jest chyba pierwszym miejscem pracy dla osób, które przyjeżdżają i nie znają języka. To jest firma sprzątająca. Nie ma większego zapotrzebowania na osoby przeszkolone i z doświadczeniem, a ja mam kolejkę nawet takich ludzi, którzy mają doświadczenie i pracowali w branży w Ukrainie.

    Nie jest pani w stanie dać tym wszystkim chętnym pracy?

    Nie mam takiej możliwości. Wiem, że te osoby potrzebują pracy, ja bardzo chcę im pomóc, dlatego przebudowujemy swoją stronę, żeby troszeczkę zmienić podejście i zwiększyć ilość zamówień. Ja wiem, że to jest minimum, które jest w stanie teraz zrobić i realnie pomóc tym ludziom. Kiedy myślimy o pomocy humanitarnej, żeby przekazać na Ukrainę, jest to bardzo dobre, ciężarówki upchane jadą do Ukrainy, ale zastanówmy się też, co z tymi ludźmi na miejscu. Półtora miliona ludzi. Oni nie szykowali się na ten wyjazd. U mnie w domu jest kuzynka. Też szuka pracy. A to jest półtora miliona ludzi potrzebujących pracy, żeby ewentualnie zapłacić za rachunki, bo nie jest to łatwe przyjąć do siebie uchodźców i samemu ich nakarmić.

    Przyjęcie nie jest takie trudne. Teraz trzeba z nimi żyć nie wiadomo jak długo. Pani zwróciła uwagę na to, że wiele osób szuka miejsca na bardzo krótki czas, i cały czas myśli, że za miesiąc lub dwa będą z powrotem w domu. To jest charakterystyczne na przykład podczas poszukiwania mieszkania na wynajem.

    Ja też bym tak mówiła. Jeśli mam swój dom i liczę na to, że wojna szybciej się skończy. Chociaż ja osobiście nie dopuszczam, że to się skończy tak szybko i ktoś powie, że „to już” i można jechać z powrotem. Część ludzi zaczeka dłużej, aż stworzą się warunki do bezpiecznego przejazdu. Więc wydaje mi się, że Ukraińcy, którzy przyjechali tutaj wcześniej, muszą się zastanawiać już teraz, w jaki sposób są w stanie osobiście pomóc tym ludziom. Czy prowadzą jakiś biznes i mogą stworzyć etaty do zatrudnienia kobiet? Ja mam doświadczenie w rekrutacji. Pracowałam w takim dziale przez trzy lata, zanim otworzyłam firmę. Wiem dokładnie, że na przykład w Poznaniu, zawsze było ciężko o pracę dla kobiet.

    To jest największe wyzwanie. Co jeszcze?

    Bariera językowa. Tak mi się wydaje. Brak informacji przejrzystej. Wiem, że miasto Poznań wspiera uchodźców, ale wydaje mi się, że jeszcze brakuje komunikatów i przekazu od ludzi, którzy mieszkają już tutaj, dla ludzi przyjeżdżających, ale nie w formie urzędowej. Takiej w formie ulotki do przeczytania. Bardziej potrzeba kontaktów „face to face”. Po koleżeńsku. Bariera językowa oznacza potrzebę dużej ilości zajęć z języka polskiego. Na początku powinny to być zajęcia nieodpłatne. Ja przygotowuję coś takiego razem ze znajomymi. Dziękujemy Wielkiemu Muzeum Pyry za wspieranie nas, bo okazało się, że wojna to najgorszy czas, ale też najlepszy, żeby poznać dobrych ludzi i stworzyć więzi.

    To jest taki test. Zastanawiam się, jak szybko ci ludzie się teraz zasymilują. Pani udało się to bardzo szybko. Powiedziała pani, że czuje się tutaj jak w drugim domu. Jak będzie to wyglądało w przypadku uchodźców, którzy musieli podejmować decyzje o ucieczce właściwie w sekundach?

    Ja liczę na to, że my, ludzie mieszkający tutaj, nie rozdzielam na Ukraińców i Polaków, że zrobimy wszystko, co jest z naszej strony możliwe, żeby te osoby szybciej się zasymilowały. Pytanie też o przyszłość całego kraju. Czy Ukraina będzie bliżej wstąpienia do Unii Europejskiej.

    W nocy zapadła decyzja o przyspieszeniu prac. Ale to cały czas wstępne prace.

    Skupmy się na tym, co mamy dzisiaj.

    https://radiopoznan.fm/n/DenUcY