Specjalne zespoły i elektryczne nosze. Co zmieniło się w pogotowiu?
Blues jest dość często wykorzystywanym gatunkiem muzycznym w filmie. Spełnia kluczową rolę, jak u Quentina Tarantino w obrazie „Pulp Fiction” lub będąc integralną częścią fabuły filmowej, jak w „The Blues Brothers”. Nawet nie wspominam długiej listy słynnych utworów bluesowych wykorzystanych w rozmaitych filmach, a które silnie kojarzą się z B.B.Kingiem, Muddym Waltersem czy Johnem Lee Hookerem.
„Sinners” (Grzesznicy) to jeden z przebojów kinowych ubiegłego roku. Na produkcję filmu wydano około 100 milionów, zyski sięgają 400 milionów. To thriller, którego akcja rozgrywa się na południu Stanów Zjednoczonych. Nie każdemu widzowi spodobało się wplatanie do narracji w realu wampirów. Chodziło jednak o walkę ze złem, które przyjmuje rzeczywistą i nierealną postać. Nagrodzony dwoma statuetkami Golden Globe film, miał również takie krótkie komentarze: „pełen pasji, magii, muzyki i głębokich sensów”.
A właśnie w tym obrazie muzyka odgrywa rolę, którą trudno przecenić. Reżyser Ryan Coogler zgromadził wspaniałych artystów do filmu, poczynając od aktora grającego rolę główną Michaela B. Jordana. Autorem muzyki jest Ludwig Göransson, wśród zaangażowanych artystów znaleźć można plejadę wybitnych muzyków takich jak Buddy Guy, Rhiannon Giddens i Bobby Rush.
Ludwig Göransson to czołowa postać tworząca ostatnio muzykę filmową w Hollywood. W wywiadach ten wykształcony muzycznie artysta przyznał, że w młodości fascynował go blues i…zespół Metallica. Razem z żoną Sereną – skrzypaczką – także zaangażowaną w pracę nad filmem, pojechali do miasteczek Clarksdale i Indianola, by poczuć ducha muzyki, którą jak zaznaczyli po wizycie w Muzeum B.B.Kinga, „należy traktować z wyjątkową troską”.
Samych nagrań ścieżki muzycznej filmu dokonano w Memphis i w Nowym Orleanie. Mało tego, zaangażowano miejscowych artystów takich jak Christone Kingfish Ingram i Cedric Burnside. Płyta trwająca ponad 70 minut przykuwa uwagę od samego początku do końca. Jest w zebranych utworach surowość afro-amerykańskiego bluesa z czasów gdy zawołania bluesmana i dźwięki gitary, niosły się po bawełnianych polach Delty Mississippi. Jest też kilka utworów pokazujących jak w efektowny sposób blues transformował się do współczesnej postaci w obrębie r’n’b czy hip hopu.
Obok piosenek oryginalnych, na płycie pobrzmiewają motywy standardów w rodzaju „Wang Dang Doodle” i „Juke”. Na podkreślenie zasługuje warstwa dźwiękowa z jeszcze jednego powodu. W nagraniach słychać wiele oryginalnych instrumentów, często współcześnie zastępowanych narzędziami elektronicznymi. Wiele utworów prezentuje bardzo wysmakowany poziom artystyczny, jak chociażby te wykonywane przez młodego bluesmana Milesa Catona. Zupełnie zjawiskową pozycją na płycie jest zdecydowanie utwór „Seance” Jamesa Blake’a.
Charakter poszczególnych utworów jest na tyle odmienny, że przenosimy się z łatwością na osi czasu. Klimat pieśni kościelnych i bluesa wiejskiego, zderza się z bardzo współczesnym brzmieniem. Nie jest to jednak zlepek luźnych sytuacji dźwiękowych, lecz dobrze zespolony materiał muzyczny. Muzyka filmowa, która będzie żyć samoistnie, odsłaniając każdorazowo magiczne dźwięki bluesa. Byłoby grzechem, nie posłuchać tej płyty.