"Ludzkość nie wymyśliła lepszej instytucji niż rodzina" - mówi profesor Michał Michalski

FMW była wówczas największą organizacją młodzieży w Europie Środkowo-Wschodniej. Przeciwstawiała się paktom z komunistami. Opowieść o niej i o kibicach Lechii – w Gdańsku grupy te w dużym stopniu były tożsame.
Robert Kwiatek był jednym z jej liderów w Gdańsku i znanym kibicem Lechii, a po 1989 r. fotoreporterem lokalnej gazety. Będąc fotografem należał jednocześnie do… najczęściej zatrzymywanych kibiców. Milicja nienawidziła go, bo doprowadził do skazania dwóch bijących go milicjantów. Policja nadal zwalczała, bo pokazywał jej prowokacje i nadużycia.
Nie nazywałbym siebie kibicem, kibolem czy fotoreporterem, a według dzisiejszej nomenklatury, patrząc na to co wtedy robiliśmy, to wręcz terrorystą.
– śmieje się Robert Kwiatek.
Czyli jeszcze poziom wyżej. Bo któż z kibiców przygotowywał ładunki wybuchowe, materiały wybuchowe na manifestację? A myśmy to robili, mieliśmy taką komórkę szczelnie ukrytą i za to się szło do więzienia.
– wspomina.
Brak zmian w policji spowodował, że ta wojna trwała nadal.
Na odprawach policyjnych mówiono, że trzeba uważać na takiego Kwiatka, bo on wszędzie wejdzie i zrobi zdjęcia. Byłem najczęściej zatrzymywanym – nie wiem, czy kibicem, czy kibolem, czy fotoreporterem, czy po prostu Robertem Kwiatkiem.
– opowiada gość „Wywiadu z chuliganem”.
Jak wyglądała „demokracja” w nowej, wspaniałej III RP?
Jeśli jest policjant, który potrafi „ogarnąć” dwóch przestępców, to ja jestem pełen podziwu. Ale jeśli pięciu policjantów kopie kibica i wcale nie tego, który coś zrobił, a tego ostatniego, który nie zdążył nawiać, a wcale nie brał udziału w żadnej zadymie, to ja robiłem dokumentujące to zdjęcia i ich to bardzo denerwowało.
– opowiada Robert Kwiatek.