- Jest duże prawdopodobieństwo, że Tomasz J. popełnił zarzucane mu czyny, za które grozi surowa kara. Podejrzanemu zarzucono między innymi popełnienie zbrodni zabójstwa więcej niż jednej osoby. Tomasz J. przejawiał determinację w dążeniu do realizacji swoich przestępczych celów wymierzonych w najbliższe osoby, a jego zachowanie nosiło znamiona zemsty i bezwzględności, co wskazuje, że wysoce prawdopodobnym jest, że po opuszczeniu aresztu mógłby on kontynuować zachowania odwetowe nakierowane w szczególności na syna - mówiła sędzia Izabela Pospieska.
Według prokuratury, Tomasz J. uszkodził w kamienicy instalację gazową, by zatrzeć ślady zabójstwa żony. Kobieta chciała ułożyć sobie życie z innym mężczyzną. Zdaniem sądu, po wyjściu na wolność Tomasz J. mógłby uciec i się ukrywać. Przed zatrzymaniem mieszkał bowiem w Wielkiej Brytanii.
- Prokuratura, by zakończyć śledztwo, czeka jeszcze na opinię psychiatrów. Przez cztery tygodnie biegli z Krakowa obserwowali podejrzanego. Opinia jest kluczowa, bo albo podejrzany będzie poczytalny i skierujemy akt oskarżenia. Jeżeli w ocenie biegłych będzie niepoczytalny w chwili zdarzenia, wtedy zobligowani będziemy do skierowania wniosku o umorzenie postępowania i o umieszczenie podejrzanego w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. W ocenie biegłych, z uwagi na materiał i skomplikowany charakter sprawy, biegli potrzebują więcej czasu niż pierwotnie zaplanowano, czyli miesiąc. Dodatkowy miesiąc jest im potrzebny do sporządzenia pisemnej opinii - mówi prokurator Łukasz Stanke.
Opinia będzie gotowa w połowie przyszłego miesiąca, a śledztwo ma się zakończyć miesiąc później. Tomasz J. w śledztwie nie złożył żadnych wyjaśnień. Skorzystał z przysługującego mu prawa. Jest podejrzany o zamordowanie żony i czterech innych osób, usiłowanie zabójstwa 34-ch mieszkańców kamienicy i spowodowanie eksplozji. Grozi mu dożywocie.