NA ANTENIE: Za siedmioma górami konkurs

THE TESKEY BROTHERS – Run Home Slow

Publikacja: 14.11.2019 g.11:38  Aktualizacja: 14.11.2019 g.11:42
Recenzja Ryszarda Glogera.
the teskey bros - Okładka
Fot. Okładka

Niby tysiące kilometrów można połknąć w kilkanaście godzin, niby w internecie w sekundę łapiemy kontakt z kimś na końcu świata a jednak czasem wychodzi, że ta Australia to gdzieś bardzo daleko i ciągle rynek muzyczny mało rozpoznany.

Taki wniosek nasuwa się w przypadku zespołu z Melbourne w Australii, który działa ponad 10 lat. Dopiero niedawno tamtejszy rynek muzyczny odkrył grupę pod nazwą The Teskey Brothers i showbiznes sam jest tym zaskoczony.

Drugi album w karierze kwartetu otrzymał właśnie 6 nominacji do tamtejszej nagrody Fryderyka, która nazywa się ARIA Award. W wielu stacjach radiowych na Antypodach usłyszeć można przebojową piosenkę Hold Me, pochodzącą z nowej płyty. W grudniu dowiemy się, ile statuetek Aria Award trafi w ręce zespołu. Dla braci Teskey, którzy są filarami ansamblu czas jakby się zatrzymał. Komponują i wykonują własną muzykę w staromodnej manierze soulowo-bluesowej. Nie jest to jednak typowe kopiowanie klasyków Otisa Reddinga czy Percy Sledge’a i odtwarzanie klimatu dźwiękowego nagrań z słynnych studiów w Muscle Shoals w stanie Alabama. A jednak złudzenie jest wręcz szokujące.

W pierwszym rzędzie decyduje o tym wokalista Josh Teskey, ma cudownie chropawy głos i śpiewa z niebywałym wyczuciem, nie szczędząc emocji wkładanych w każdy takt. Cała oprawa muzyczna sprawia wrażenie jakby muzycy znaleźli gdzieś w magazynie mocno zakurzone instrumenty, odpalili nieczynne organy Hammonda i na kiepskiej aparaturze zarejestrowali właśnie skomponowane swoje piosenki.

Pierwsze nagranie Let Me Let You Down rozpoczyna się wręcz falstartem a piosenka Hold Me to niczym spontaniczne wywoływanie wibracji sprzed pół wieku. Z kolei utwór Pain In My Heart to już czysty soul w pełnym majestacie gatunku. Gdy się wsłuchać uważniej czuć dobrze przemyślaną produkcję i różne zabiegi aranżacyjne. Może nawet wykorzystana w kilku miejscach sekcja smyczków przesuwa muzykę za bardzo w stronę artystyczną, lecz pewnie muzycy z Melbourne dali upust ambicjom wykreowania w muzyce czegoś bardziej wyszukanego.

W utworze Sunshine Baby zespół idzie jeszcze dalej, wprowadzając klimat wodewilowy, dorzucając sekcję dętą rodem z jazzu tradycyjnego. Druga część płyty wyraźnie odsłania zapędy muzyków, by trochę poeksperymentować. W tej części wydawnictwa soul i blues przechodzi w klimat ballad końca lat 60. przywołując muzykę ówczesnych bardów spod znaku „flower power”. Demonstruje to m.in. piosenka San Francisco.

Zespołowi The Teskey Brothers udało się odświeżyć ducha muzyki z przeszłości i jednocześnie stworzyć coś wyjątkowego.

Ryszard Gloger

https://radiopoznan.fm/n/mnuYhQ
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 13:00 14:00 15:00 16:00 19:00

@TWITTER