Akcja na A2. 15 migrantów zatrzymanych
Kiedy jechali na interwencję wiedzieli, że mężczyzna chory psychicznie jest zakrwawiony, może mieć nóż i jest niebezpieczny. "Czekali na przyjazd patrolu z paralizatorem, ale wcześniej nastąpił atak" - mówił sędzia Piotr Michalski.
Policjanci użyli broni, bo tylko to mieli. Policjant na interwencji jest człowiekiem nietykalnym. Nie wolno policjanta atakować, kiedy przeprowadza interwencję zgodnie z prawem, a ci policjanci przeprowadzali interwencję zgodnie z prawem. I tak, jak każdy człowiek, który jest zaatakowany przez innego człowieka, policjant też ma prawo do obrony
- mówił sędzia.
"Nie można powiedzieć, że policjanci od początku byli nastawieni na użycie broni" - podkreślał sędzia.
Użyli jej, bo zostali zaatakowani
- dodał.
Na podjęcie decyzji mieli sekundy.
Sprawa dotyczy interwencji sprzed czterech lat, kiedy policjanci zostali poproszeni o towarzyszenie ratownikom medycznym. Z ich relacji wynikało, że pokrzywdzony groził pozbawieniem życia siebie i funkcjonariuszy.
Policjanci oddali w kierunku pokrzywdzonego 17 strzałów. Cztery go trafiły. Mężczyzna trafił do szpitala.
Gdyby policjanci nie przeprowadzili tej interwencji, gdyby mężczyzna dalej chodził po ulicach, to dziś by nie żył, bo pierwszymi obrażeniami, jakimi zajęli się ratownicy, to nie były rany postrzałowe, tylko rany wynikające z samookaleczenia
- mówił sędzia Piotr Michalski.
Wyrok jest już prawomocny. Nie wiadomo, czy prokurator będzie składał kasację. Nie było go dziś na ogłoszeniu wyroku.