NA ANTENIE: Rozmowy po zachodzie
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Anioł i twardziel - Roman Wilhelmi

Publikacja: 27.05.2024 g.15:36  Aktualizacja: 27.05.2024 g.15:41 Jacek Butlewski
Poznań
W zeszłym tygodniu prezentowaliśmy Państwu książkę Magdy Jaros, "Anioł i twardziel". To biografia Romana Wilhelmiego, wydana przez Wydawnictwo Rebis.
"Anioł i twardziel" Roman Wilhelmi - Joanna Divina - Radio Poznań
Fot. Joanna Divina (Radio Poznań)

Tym razem autorka odsłania przed nami życie jednego z najwybitniejszych polskich aktorów, którego znamy z kreacji jakie stworzył w Teatrze Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie, Teatrze Telewizji, a także ról w serialach telewizyjnych "Czterej pancerni i pies", "Kariera Nikodema Dyzmy", "Alternatywy 4".

Roman Wilhelmi w ostatnich dwóch dekadach był postacią przywracaną Poznaniowi. Wcześniej bowiem mało kto pamiętał, że to poznaniak z urodzenia. Wprawdzie większość zawodowego życia spędził poza Wielkopolską, robił wielką karierę w Warszawie, myślał o wyjeździe zagranicznym.

O pamięć o Wilhelmim - poznaniaku upomniał się przed laty dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej, Rafał Pogrzebny, który przyszedł do szefa Sceny na Piętrze Romualda Grząślewicza (który niestety zmarł w 2022 roku). Właśnie tutaj Wilhelmi zagrał w swojej ostatniej premierze teatralnej - był to "Mały światek Sammy Lee"...

Co roku spotykaliśmy się przed sceną i w samej scenie. Najpierw była tablica pamiątkowa, potem skwer i pomnik. Te materialne ślady pozostały do dziś, choć Dni Romana Wilhelmiego już nie odbywają się w takiej formie, jak niegdyś. A bywało i 150-200 osób na rocznicy urodzin czy śmierci aktora. Jego rodzina, znajomi, przyjaciele opowiadali bardzo ciekawe historie na temat poznańskich wątków z życia Romana Wilhelmiego. "Był urwisem" - mówił mi jego brak, Adam Wilhelmi.

Na skwerze bywali wielcy aktorzy, Henryk Talar, Marek Kondrat... Ci, którzy z nim grali na scenie czy w filmie. Olgierd Łukaszewicz rzucił niegdyś pytanie, Romanie, czy spodziewałeś się, że znajdziesz się na obelisku...?

Romuald Grząślewicz wspominał mi przed laty, że po Romanie Wilhelmim widać było chorobę. Że aktor dosłownie spalał się na scenie, tak bardzo angażował się w każdą swoją rolę. Bywał zmęczony, ale kiedy odwiedzano go na zapleczu sceny, po próbie, natychmiast, jak na zawołanie, zaczynał grać silnego, wielkiego - mimo, że ze zdrowiem nie było już dobrze. Do ostatnich dni wierzył, że wygra z chorobą. Podobno planował występ w filmie, we Francji. Jego bliscy, których spotykałem na Dniach Romana Wilhelmiego, mówili mi, że myślał o międzynarodowej karierze. Świat stał otworem, mieliśmy rok 1991...

"Pamięć o nim rośnie w miarę oddalania się od daty śmierci" - mówił o aktorze Romuald Grząślewicz. "Zostawił po sobie wyrwę, której nie da się zasypać"...

https://radiopoznan.fm/n/3T7cJF
KOMENTARZE 0