NA ANTENIE: 0 RPELEKTRON POGODNA L 17``/
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Piosenki jak echa przeszłości - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 19.01.2024 g.13:01  Aktualizacja: 19.01.2024 g.11:18 Ryszard Gloger
Poznań
Rolę producenta płyt zaczęto doceniać w latach 60-tych, kiedy czterech „krzykaczy” z Liverpoolu, weszło po raz pierwszy do studia nagrań w Londynie. Kwartet The Beatles miał szczęście, trafił pod skrzydła wytrawnego fachowca od sztuki nagraniowej George’a Martina.
Trevor Horn „Echoes - Ancient & Modern” - okładka płyty
Fot. okładka płyty

Oczywiście wcześniej w wytwórniach płyt byli fachowcy, którzy mieli bezpośredni wpływ na artystyczny i dźwiękowy efekt sesji nagrań płytowych. Byli to jednak zwykle ludzie anonimowi. Na okładce fonogramu liczyło się nazwisko wykonawcy, czasem jeszcze nazwisko dyrygenta orkiestry. Producenci pozostawali w cieniu, jako uczestnicy z drugiego planu. Tacy producenci jak George Martin, Phil Spector, Eddie Kramer, Joe Meek czy Berry Gordy, udowodnili, że płyty to wykwit sztuki nagraniowej i często rewolucyjnej artystycznej wizji.

Brytyjski muzyk i producent Trevor Horn objawił się znacznie później. Powiem od razu, postać w tej kategorii wielka. Jego producencką twórczość bardzo dobrze znamy, nawet jeśli nie wszyscy sobie to uświadamiają. Jeden z krytyków kultury napisał, że Trevor Horn to człowiek, który „wynalazł muzykę lat 80”. Aż trudno wymienić płyty, zdarzenia i nazwiska artystów ściśle związanych z twórczością brytyjskiego maga konsolety. The Buggles, Grace Jones, Frankie Goes To Hollywood, Seal, Yes. To zaledwie początek długiej listy wykonawców, którym sukces w dużym stopniu zagwarantował Trevor Horn.

Zanim został głównodowodzącym w studiach nagrań, grał na basie, śpiewał i trochę komponował. Został w końcu członkiem zespołu Yes i wyprodukował album „90125” z wielkim hitem „Owner Of The Lonely Heart”. Nagrania, które w dużych ilościach wychodziły spod rąk Trevora Horna, miały zawsze rozmach, było w nich dużo przestrzeni, kipiało od dynamiki, a obraz dźwiękowy, miał silne piętno klawiszowej elektroniki.

Trevor Horn nagrał właśnie autorską płytę. Większość utworów na płycie zatytułowanej „Echoes - Ancient & Modern” ma ścisły związek z pracą Trevora Horna w przeszłości. Jednak nie jest to jedna z tych składanek gotowych nagrań, które wrzuca się znowu na rynek w nowym, atrakcyjnym opakowaniu. Trevor Horn podszedł do projektu bardzo ambitnie i piosenkom, które już nagrywał w przeszłości nadał zupełnie nowego kształtu. Nie są to także remiksy, co zwykle jest żonglerką przy pierwotnym materiale dźwiękowym.

Ostatni album Trevora Horna złożony jest z coverów, piosenek, które znamy i pamiętamy. Czasem w odmiennej wersji, zaproponowanej przez Trevora Horna, mogą wywoływać bardzo różne emocje. Nie wszystkim muszą się spodobać te nowe propozycje odczytania piosenek takich jak „Slave To The Rhythm”, „Personal Jesus”, „Drive”, „Relax” itd. Przeboje, które w oryginale atakowały toksycznym rytmem, nagle nabrały zupełnie innego wyrazu. W zdecydowanej większości brzmią jak unoszące się w przestrzeni, resztki mgiełki melodycznej po oryginale. Można nawet słuchać płyty, jakby była ścieżką dźwiękową bardzo malarskiego filmu.

Piosenkę „Slave To The Rhythm” znaną z intrygującego wykonania Grace Jones, na płycie śpiewa soulowo-jazzowe odkrycie ostatnich lat, Lady Blackbird. Hit zespołu Depeche Mode „Personal Jesus” brzmi zupełnie inaczej w interpretacji Iggy’ego Popa i Phoebe Lunny. Kompozycja Rica Ocasek’a „Drive”, która nierozerwalnie łączy się z nagraniem zespołu The Cars, tym razem podziwiamy w wykonaniu Steve’a Hogartha. Jakże szlachetnie i tajemniczo, wypada utwór Nirvany „Smells Like Teen Spirit”, który głębokim pełnym głosem śpiewa Jack Lukeman. Krążek kończy piosenka „Avalon” wylansowana przez grupę Roxy Music. Tutaj zaśpiewał ją sam Trevor Horn.

W wielu nagraniach instrumentem wiodącym jest akustyczny fortepian. Może niektórym cała płyta „Echoes – Ancient & Modern” wyda się zbyt spokojna, pozbawiona ostrości i mocniejszych akcentów. A może często proste i chwytliwe kawałki, w oprawie orkiestralnej czy w woalu elektronicznych brzmień, Trevor Horn chciał wyrwać z przerośniętej bańki muzyki pop, by pokazać ograne kompozycje w bardziej wyrafinowanych wersjach.

https://radiopoznan.fm/n/ymM77H
KOMENTARZE 0