NA ANTENIE: Radioranek

Rowerowy zamek z klocków

Publikacja: 28.07.2019 g.12:00  Aktualizacja: 25.07.2019 g.11:46 Jacek Butlewski
Felieton Jacka Butlewskiego.
ścieżka rowerowa - Wojtek Wardejn
/ Fot. Wojtek Wardejn

Krótka wymiana zdań między dwiema paniami skłoniła mnie do przemyśleń. Pewnego słonecznego czerwcowego dnia, gdzieś między Garbarami a placem Kolegiackim, byłem świadkiem takiego oto spotkania: kobieta w średnim wieku (aczkolwiek wiek nie ma tu znaczenia) szła chodnikiem wzdłuż ulicy, za nią powoli jechała młoda rowerzystka, która sprawiała wrażenie rowerowej debiutantki (co w gruncie rzeczy także nie jest istotne). Rowerzystka poruszała się z zawrotną prędkością siedmiu kilometrów na godzinę – za mało by stanąć w szranki w Mają Włoszczowską, ale wystarczająco dużo, by dogonić pieszą. Użyła dzwonka, czyniąc to z całym szacunkiem dla pieszej i z przesadną wręcz delikatnością, prosząc o ustąpienie jej miejsca. Piesza zrobiła to, ale powiedziała, wzmacniając swój przekaz oburzeniem, że chodnik nie jest dla rowerzystów, na co rowerzystka odparła, że boi się jechać jezdnią, a tu nie ma ścieżki rowerowej. Obie panie znikły mi wkrótce z oczu, ale ich krótkie spotkanie skłoniło mnie do refleksji na temat poznańskich ścieżek rowerowych.

Pani idąca chodnikiem miała oczywiście rację. Chodnik, poza bardzo nielicznymi wyjątkami (w tej historii to nieistotne) jest królestwem pieszych. Rowerzyści, przynajmniej teoretycznie, mają ścieżki rowerowe – ale czy aby na pewno ich liczba jest wystarczająca?

Trzeba odnotować, że w poprzednich latach dróg rowerowych przybyło, co jest skutkiem polityki obecnego prezydenta Jacka Jaśkowiaka, także rowerzysty. Jego poprzednik chyba nie doceniał politycznego kapitału, jaki w Poznaniu można zbić na rowerzystach - bądź co bądź, ci ostatni także głosują. Kilkanaście lat temu dojeżdżający do pracy rowerzysta był niemal tak rzadkim zjawiskiem, jak śnieg na pustyni. Dziś fakt korzystania z roweru jako środka lokomocji – a więc czegoś użytecznego, a nie wiążącego się z rekreacją czy wypoczynkiem – nikogo nie dziwi. Dziś rowerzystą nie jest tylko – jak przed laty – odziany w kask i obcisły sportowy strój młodzieniec. W roku 2019 na rower wsiada też tatuś wiozący dziecko do przedszkola, pani w średnim wieku kupująca pory na osiedlowym targu i starszy pan wracający ze spotkania emerytowanych hodowców gołębi pocztowych... Podobne przykłady można mnożyć, dlatego nie można się dziwić prezydentowi Jaśkowiakowi, że stawiał na ścieżki rowerowe.

Użytkowników przybywa, ale czy proporcjonalnie do tego, rozrasta się rowerowa infrastruktura? Czy rowerzysta jeżdżący po Poznaniu może czuć się komfortowo i bezpiecznie? Kilka pozytywnych jaskółek wlało w rowerowe serca odrobinę nadziei. Jedną z owych jaskółek jest długo oczekiwana ścieżka rowerowa wzdłuż Grunwaldzkiej. Ośmielę się nieco uszczypliwie zażartować, że o budowie tej trasy zapewne myślał już Bolesław Chrobry. Przesada, ale w tym przypadku, jak sądzę uzasadniona. Przez całe lata, poznańscy rowerzyści byli skazani na jazdę ruchliwymi ulicami, takimi jak Bukowska, Grunwaldzka, czy Głogowska, bo na chodnik wjeżdżać nie wolno. Wzdłuż Bukowskiej ścieżka jest i rowerzyści raczej ją chwalą, trasa rowerowa na Grunwaldzkiej powstaje, choć trzeba odnotować, że tempo prac jest raczej żółwie niż zajęcze. Natomiast o wygodnym i bezpiecznym przejeździe rowerem ulicą Głogowską możemy chyba zapomnieć – przynajmniej na razie...

Inna sprawa to dziury w rowerowej infrastrukturze. Filozof powie, i będzie miał słuszność, że w wszystko w tym życiu musi się kiedyś skończyć, co można też odnieść do rowerowych ścieżek. Niestety w Poznaniu tych rowerowych klifów jest wiele, pojawiają się znienacka. Są jak humory gderliwej żony - pojawiają się, gdy w ogóle się ich nie spodziewamy. Jeszcze niedawno na Bukowskiej w pobliżu ulicy Polnej, gdzie ścieżka rowerowa urywała się, by na kilkanaście metrów zamienić się w chodnik, który po chwili znów przeistaczał się w drogę dla rowerów. Teoretycznie te kilkanaście metrów należało pokonać prowadząc rower, a nie nim jechać, czego w praktyce nikt nie robił. Na szczęście ten absurd przy Polnej udało się usunąć, ale w wielu miejscach w Poznaniu rowerzyści są skazani na smutny dla nich widok przekreślonego roweru, oznaczającego koniec trasy. Przykładów jest wiele, co wynika z podobieństwa budowy ścieżek rowerowych w Poznaniu do dziecięcej zabawy wznoszenia zamku z klocków: kolejne dokładane elementy są mocno chaotyczne, niektóre wystają w nieodpowiednich miejscach, a inne kończą się w miejscu, w którym powinien jeszcze powstać balkon pięknej księżniczki. Gdyby zlecić budowę wziętemu architektowi...

Brakuje w poznańskim systemie rowerowym pomysłu na całość, całego szkieletu, z uzupełniającymi się wzajemnie drogami, przedłużeniami, łącznikami, bezkolizyjnymi przejazdami, etc... Drogi rowerowe w wielu miejscach kończą się w miejscach, w których rowerzysta ma problem, bo musi wjechać na ulicę albo iść pieszo prowadząc rower na sąsiednim chodniku.

Czego w poznańskim rowerowym wszechświecie brakuje? Z całą pewnością nie ma kilku istotnych planet. Jedną z nich jest rzecz jasna niedostateczna liczba ścieżek, zwłaszcza takich, które zagwarantowałyby szybki i możliwie bezkolizyjny przejazd. Niemal idealna sytuacja jest w tym przypadku na drodze wzdłuż Bukowskiej (gdzie spowolnieniem są jedynie sygnalizatory na uliczkach prostopadłych do Bukowskiej) i na Wartostradzie, gdzie do ideału naprawdę blisko.

Niektóre problemy urosły do kolosalnych rozmiarów, na żyznej glebie braku szacunku, zrozumienia czy skąpej życzliwości uczestników ruchu. Pewna aktywistka rowerowa lubiła mawiać, że rowerzyści jadący jezdnią są notorycznie mijani przez samochody o tak zwaną grubość lakieru. Kamila Sapikowska, bo o niej mowa, mówiła mi o tym prawie dekadę temu, ale jej obserwacje wciąż są aktualne. Z tą może różnicą, że teraz jest nieco więcej ścieżek rowerowych, na które można uciec przed autami.

Do worka rowerowych skarg dorzucę jeszcze pieszych, którzy wciąż zbaczają z chodnika na trasy rowerowe, co może mieć dramatyczne skutki wynikające z prostych prawideł fizycznych - nie obciążając tego tekstu fachowymi równaniami, wspomnę jedynie, że prędkość w połączeniu z masą może skutecznie popsuć sielankowy, popołudniowy spacer.

Swoje za uszami mają też oczywiście rowerzyści. Zamiast przeprowadzać rower przez pasy, przejeżdżają przez jezdnię w miejscu, gdzie nie ma ścieżki. Wjeżdżają na wspomniane wcześniej chodniki, gdzie – jak chociażby na chodniku wzdłuż Głogowskiej – dosłownie rozjeżdżają pieszych. Korzystają z kontrpasów rowerowych jadąc... pod prąd, co wielokrotnie widziałem w pobliżu poznańskiego Zamku.

Biorąc to wszystko pod uwagę dochodzę do smutnego pytania – czy my-rowerzyści, zasłużyliśmy na więcej ścieżek, czy wręcz autostrad rowerowych? Może nie jesteśmy na nie gotowi?

Jacek Butlewski Jacek Butlewski
https://radiopoznan.fm/n/67ukqL
KOMENTARZE 3
Jan Farmazonski
eda 30.07.2019 godz. 14:19
Żeby to miało sens, a nie jak teraz puste propagandowe hasła, należy wytyczyć trasy konkretnie od-do, np. z Dębca na Winogrady, z Ławicy na os. Warszawskie. To planowanie powinno przebiegać podobnie do wytyczania tras linii tramwajowych czy autobusowych. Obecnie jest jakaś bezsensowna mozaika bez zachowania ciągłości; ścieżka nagle się kończy i pozostaje dylemat, czy jechać chodnikiem, czy narażać zdrowie i życie i jechać ruchliwą jezdnią. W działaniach 'ekspertów' z Placu Kolegiackiego widać głównie dyletanckie efekciarstwo, a brak jest rzetelnej codziennej pracy.
Juha Pierdalainen
JP 30.07.2019 godz. 07:39
Z całym szacunkiem, ale poznańskie ścieżki rowerowe to dla mnie jakieś dziwo. Są ścieżki pomalowane na czerwono, są niepomalowane. Jadę prawą stroną ulicy, nagle ścieżkę widzę po lewej stronie tejże jezdni. Jechać po lewej czy zostać na prawej? Chcę jechać przed siebie, ale strzałka na jedynej ścieżce mówi mi, że mam jechać do tyłu. Wspomina Pan o ścieżce w okolicach Zamku. Sorry, ale trzeba mieć bogatą wyobraźnię, aby zrozumieć, co pan architekt wymyślił dla mnie. Plus być naprawdę bardzo odpornym nerwowo, aby w tym galimatiasie (Zamek, Pl. Wolności i okolice) nie wjechać komuś pod samochód.
Naprawdę wolę jechać ulicą, przynajmniej zasady ruchu są dla mnie czytelne. Czy mniej bezpiecznie? To może powiedzieć tylko ten, komu drogę na tzw. ścieżce przecięła panna z pieskiem na smyczy i telefonem przy uchu:)
Piotr Pazucha
Pozhoga 29.07.2019 godz. 10:19
"Czego w poznańskim rowerowym wszechświecie brakuje? "
Może przestrzegania prawa ? Jakie to ma znaczenie, czy prędkość rowerzystki z przykładu wynosiła 7 km/h ? Inni uczestnicy ruchu są bezwzględnie karani za rzeczywiste i urojone wykroczenia, a z niezrozumiałych względów jedna grupka jest traktowana jak święte krowy - nie musi znać przepisów, jeździ jak chce i jeszcze lewicowe pięknoduchy u władzy ją za to nagradzają.
Problemem nie jest brak DRÓG rowerowych (nie "ścieżek"), tylko powszechne łamanie przepisów przez rowerzystów - POWSZECHNE.
Jeżeli ktoś nie przestrzega prawa celowo bądź nie ma na tyle rozumu, by nauczyć się trzech prostych przepisów powinien mieć odebrane prawo do głosowania - zaraz by się zmieniła polityka transportowa miasta.
Odpowiadając na ostatnie pytanie - nie, nie jesteście gotowi. Co gorsza, nawet się nie staracie być.

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 22:00 23:00 06:00 07:00 08:00

POLECANE W TEJ KATEGORII

@TWITTER