NA ANTENIE: Spis treści
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

Literatura i moc estetyczna

Publikacja: 05.12.2020 g.17:41  Aktualizacja: 05.12.2020 g.17:58 Maciej Mazurek
Ukazało się w języku polskim dzieło Harolda Blooma (1930-2019) „Zachodni kanon”. Książka to istotna dla humanistów, bo napisana przez prawdziwego poetę wśród literaturoznawców.
harold bloom - Okładka
Fot. Okładka

Zalew różnych „naukowych” książek o literaturze mówi o ciężkim kryzysie humanistyki. Wskazuje na to ich język, naśladujący często ten jakim posługują się naukowcy od „twardych” nauk przyrodniczych. Nauki humanistyczne zaś wymagają innej metodologii. Wymagają takiej metodologii, która odwołuje się do duszy, wrażliwości i gustu tego, który bada literaturę. Musi mieć on humanistyczną osobowość, co oznacza, że powinien kochać to co bada. A z tym bywa różnie.  

Bezinteresowna miłość to w naszych czasach coraz rzadszy ptak. Bez wątpienia Harold Bloom kochał bezinteresownie literaturę i jego książki są świadectwem tej miłości. Był kimś więcej niż literaturoznawcą. Jego teoria poezji była równocześnie pewną koncepcją życia. Ten amerykański myśliciel, enfin terrible współczesnego literaturoznawca, wykładowca Uniwersytetu w Yale jest twórcą głośnej koncepcji „lęku przed wpływem” jako pasa transmisyjnego poetyckich mocy, dzięki którym literatura jest czymś zasadniczym w życiu każdego wrażliwego człowieka, który zadaje pytanie egzystencjalne, metafizyczne i szuka odpowiedzi.

Cała twórczość Blooma jest wyznaniem rzuconym oficjalnych naukom humanistycznym. Harold Bloom na użytek własnego odczytania literatury taką teorię stworzył.  Dlatego jego działalność krytycznoliteracka jest twórczością par excellence. Dobra krytyka literacka to także literatura. Bloom w swoich książkach rozprawia się z kilkoma widmami, które zagościły i zatruły humanistykę na wyższych uczelniach.  Jednym z takich widm jest śmierć podmiotu, innym twierdzenie, że „ja” jest fikcją, jeszcze innym, że postacie dramatyczne i literackie są mnogością znaków na stronie. Czwartym widmem, najbardziej zgubnym, jest pogląd, że język myśli za nas.            

Trwanie literatury postrzega Bloom jako sieć utworzoną przez genialne jednostki i żywą relację między nimi. Istota poetyckiej, literackiej oryginalności jest efektem starcia efeba z prekursorem.  Ten ostatni „nawiedza” duchowo tego pierwszego. Bloom tworząc swoją koncepcję posiłkował się psychoanalizą Freuda, którego uważał bardziej za pisarza niż naukowca. Silny młody poeta, szukając własnej dykcji natrafia na poetę starego (prekursora), nieżyjącego już, którego energia poetycka zawarta w słowie dosłownie go zniewala i przejmuje. Gdy „słaby” poeta poprzestaje na tym i przejmuje dykcję „starego” z dobrodziejstwem inwentarza, staje się tylko jego epigonem.

Ale „silny” nie godzi się z „zabiciem” swojej oryginalności, usiłuje ten wpływ, zawsze dla niego złowrogi, bo wiąże się on z odebraniem mu oryginalności, przezwyciężyć, ale w taki sposób, aby ten wpływ unicestwić, głęboko ukryć. W jaźni tego „silnego” młodego poety dokonuje się niewidzialna i nie do końca uświadamiana psychomachia, podczas której ma miejsce symboliczne unicestwienie prekursora, aby efeb mógł przemówić własnym głosem. Stawką tego starcia jest indywidualność i oryginalność, która efebowi przyświeca jako ideał twórczy. W wytrwałej walce z takim potężnym wpływem tworzy się osobista dykcja, która stanowi dowód, że młody ma też coś do powiedzenia wobec starego. Ta w pewnym sensie freudowska koncepcja rywalizacji ojciec-syn, została przez Blooma zastosowana do życia twórczego i powiązana z religijną żydowską gnozą. Taka koncepcja pozwoliła na zaskakujące odczytanie literatury jako czegoś żywego, jako uczestnictwa procesie krystalizacji jednostkowej jaźni, która dokonuje się, gdy człowiek zaczyna myśleć i czuć i szuka w literaturze opisu tego, co się z nim i w nim dzieje.

I tu pojawia się druga idea Blooma. Jest to estetyczne kryterium literatury. Czytamy dla przyjemności estetycznej. Miłość do literatury przeżywamy w samotności. Właściwe odczytanie literatury polega na wzbogaceniu własnej jaźni, nie zaś na poszukiwaniu w nim źródeł naszej moralności czy uniwersalnych wartości. Czytanie dzieł kanonicznych, napisanych przez najsilniejszych twórców zachodniego kręgu kulturowego to przyjemność wyższego rzędu, która wymaga pewnego wysiłku. Pociąga czytelnika „dziwność” świata wykreowana przez poetę lub pisarza. A najwyższy status ta „dziwność” osiąga, gdy pisarz zobaczy wizję w tym, co realne. I tylko pisarze i poeci o takiej mocy tworzą dzieła kanoniczne. Nie czytamy, jak chcą nas przekonać krytycy ze szkoły resentymentu (pojęcie stworzone przez Blooma opisujące miłośników literatury społecznie zaangażowanej) ze względu na społeczny wydźwięk utworu, na jego feministyczne, marksistowskie, kulturowe, polityczne czy ekonomiczne aspekty. Bloom z trwogą obserwował zanik estetycznego pojmowania literatury jako naturalnego indywidualnego nabywania silnej osobowości w procesie edukacji. Silna, mądra suwerenna jednostka odporna na ideologiczną obróbkę to warunek trwania wolności. Stąd wielki smutek, że lektura jako doświadczenie prywatne zanika wypierana przez hałaśliwe ideologie i medialną rozrywkę.

Jeśli jeszcze czytamy to powodowani egoistycznym impulsem powiększania swojej mocy estetycznej, która jest odpowiedzialna za nasze osadzenie w czasie i przestrzeni, jak i głębsze rozumienie praw życia. Wielcy pisarze mają moc poszerzania naszej jaźni. I w książce „Kanon zachodni”, który jest osobistym wyborem Blooma, spotykamy znakomicie napisane charakterystyki 26 pisarzy.

W centrum tego kanonu Bloom umieszcza Szekspira, który zdaniem Blooma wiedział o człowieku, o jego zdolności do podłości jak i szlachetności wszystko. Ujmuje dzieje literatury zachodniej w trzy epoki: epokę arystokratyczną, epoke demokratyczną i nam najbliższą epokę chaotyczną. Do epoki arystokratycznej należy m. in. Szekspir, Dante, Montagne, Molier, Milton i Goethe. Epokę demokratyczną otwiera Wordsworth i Jane Austen. Bloom umieszcza w niej Walta Whitmana, Emily Dickinson, Dickensa, Tołstoja i Ibsena. Epoka chaotyczna to Freud, Proust, Joyce, Kafka i Beckett. Nie są to wszyscy autorzy opisani przez Blooma. Za czasów mojej młodości, mówię to w tonie elegijnym, na poznańskiej polonistyce trzeba było tych autorów znać i podziwiać.

Dzisiaj, jak mi wiadomo, jeśli czyta się tych geniuszy to po by znaleźć u nich seksizm, rasizm, nietolerancję, homofobię itd. I rzecz jasna znajduje się, co pozwala krytykowi poczuć się mądrzejszym od autora.  Eseje Blooma są bardzo osobiste. Bloom olśniewa erudycją i śmiałością interpretacji, która czyni, że przywiązujemy się do tej obszernej książki jak do powieści, która pozwala nam rozpoznawać własną estetyczną moc i czerpać przyjemność z lektury. Bloom jak się wydaje, pisał tę najważniejszą książkę swego życia w intencji ocalenia kanonu zachodniej literatury świadom, końca samotniczego czytelnictwa. Ale sukurs jego wysiłkom przyszła trochę pandemia.

Jak uwolnić się od samotności i nudy z powodu zamknięcia? Jak przeżyć przyjemność wyższego rzędu? Samotna lektura wyrywa nas z tego świata w rejony, dziwne, niesamowite za sprawą książek z zakodowaną w nich estetyczną mocą. Dzięki nim możemy doświadczyć wjątkowych momentów w życiu, które charakteryzują się – jak zauważyła Wirginia Woolf –niezakłoconym spokojem i niezmąconą łagodnością.                                                                                   

Harold Bloom: „Zachodni kanon. Książki i kanon wieków”, Wydawnicitwo ALETHEIA, Warszawa 2013

https://radiopoznan.fm/n/gJAU0G
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 09:00 10:00 11:00 12:00 13:00

@TWITTER