NA ANTENIE: Art Rock - historia prawdziwa
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

Marcus King – gdy krew buzuje - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 16.09.2022 g.13:01  Aktualizacja: 16.09.2022 g.13:18 Ryszard Gloger
Poznań
King – nazwisko, które niesie tradycje, bagaż historyczny i może być wielkim wyzwaniem. Lista jest długa i imponująca: B.B.King, Freddie King, Albert King, Earl King, Ernest King, Little Jimmy King. Wszyscy wymienieni zaistnieli w świecie bluesa i przez lata świecili blaskiem, nawet jeśli w każdym przypadku, było to światło o innej mocy. Czy jest miejsce na jeszcze jednego Kinga?
Marcus King - Young Blood - Okładka płyty
Fot. Okładka płyty

W przypadku Markusa Kinga odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak. Marcus King to jedno z najbardziej szokujących odkryć ostatnich lat. Śpiewa, gra na gitarze, komponuje, pisze teksty, prowadzi własną grupę. Wydaje się, że to bezdyskusyjnie wielki talent, zaledwie u progu solowej kariery. Muzyki w rodzinie Marcusa zawsze było dużo. Dziadek Bill King był znanym i popularnym muzykiem w okolicy. Ojciec Marcusa, Marvin King, też wywijał na gitarze, miał ostrą zakrętkę na punkcie Jimmy’ego Hendrixa i jego utwory grał podczas publicznych występów. Marcus King zabłysnął dziesięć lat temu, kiedy z własną kapelą Marcus King Band wydał debiutancki album „Soul Insight”. Miał wtedy niespełna szesnaście lat. Wszystkie utwory na płycie były oryginalne, żadnych coverów, po prostu aktualne możliwości twórcze zespołu podane na tacy. Muzyka była typu Allman Brothers Band, poszczególne utwory nie przypominały typowych piosenek, raczej miały formę otwartą z wyraźnym marginesem na improwizację. Największym protektorem utalentowanego muzyka – zaraz po ojcu – był wyśmienity artysta Warren Haynes. Przejął rolę producenta kolejnej płyty „The Marcus King Band” i dla wzbogacenia nagrań, sam zagrał na gitarze i dodatkowo skaptował kolejną gwiazdę Dereka Trucksa.

Trzy lata temu Marcus King zdecydował się na solową karierę. Przy okazji pojawił się następny entuzjasta jego talentu, czyli producent i świetny muzyk Dan Auerbach. Album „El Dorado” otrzymał nominację do nagrody Grammy, co było potwierdzeniem dobrze obranej drogi kariery. Nic dziwnego, że nowa płyta Kinga, znalazła się w centrum zainteresowania od dnia premiery. Album „Young Blood” okazał się bardzo szybko najlepiej sprzedającym się krążkiem w rejonie blues-rocka. Znowu proces powstawania 43 minut muzyki kontrolował producent Dan Auerbach, współtworząc 11 nowych piosenek. O ile na poprzednich płytach Marcus King, starał się niuansować swoją muzykę, obok utworów o agresywnym charakterze wykonywał ballady i sięgał po klimaty w stylu country i folk, tym razem niczym wytrawny strzelec załadował magazynek nabojami i puścił ostrą serię strzałów w sam środek tarczy. Dan Aurebach pozwolił gitarzyście rozkręcić porządnie wzmacniacz, wrzucić efekt distortion i solidnie odpalić.

We wstępie nagrania „It’s Too Late”, sekcja rytmiczna przypomina zespół Jimi Hendrix Experience, potem kompozycja toczy się w konwencji hard rocka i bluesa z licznymi wstawkami gitary. Hendriksowskie brzmienie ekscytują w utworze „Lie, Lie, Lie” i znowu Marcus King obficie kąsa solowymi zagrywkami gitary. Więcej bluesowego spokoju przynosi nagranie „Rescue Me”. Gitarzysta może także przyłożyć się bardziej do wokalu w melodyjnym przebiegu piosenki. Kolejny raz następuje partia instrumentalna, gdzie gitarzysta ślizga palce po strunach, budując jękliwe struktury dźwięków.

Właściwie każdy utwór zasługuje na oddzielny opis, bo są w tych kompozycjach zawsze jakieś elementy szczególne. Raz jest to zgrabny riff gitary, unisono gitary i basu lub mocny ekspansywny rytm. W nagraniu „Pain” trudno wybrać między ostrą solówką gitary, a równie efektowną partią basu. Utwór „Good And Gone” ma w sobie coś magnetycznego jak dawne przeboje grupy Free.

Starsze pokolenie odbiorców ucieszy również kawałek „Blood On The Tracks” przypominający nieco wolno toczące się przeboje Johna Fogerty’ego. Nagranie „Hard Working Man” jest za to od pierwszego odsłuchu murowanym przebojem. Utwór „Aim High” jest z pozoru monotonnym bluesem, dobrym polem do wykonania kilku mistrzowskich partii na gitarze. W nagraniu „Dark Cloud” urzeka zestawienie przeciwstawnych nastrojów, zwieńczonych refleksyjnym refrenem z rejonów soft rocka.

Wydaje się, że na dojrzałość artystyczną Kinga, bijącą z tej płyty, składa się wewnętrzna energia muzyka, jego świetna gra na gitarze i równie mocna strona wokalna. Co istotne, Marcus King pozostał w każdym takcie artystą z Karoliny Południowej, ceniącym surowe, szorstkie brzmienie utworów i bezpośredniość przekazu. W ten sposób muzyk wyraża swoje nieprzejednanie i szacunek do tradycji i własnych inspiracji. Rewelacyjna płyta dla bardzo niegrzecznych chłopców.

https://radiopoznan.fm/n/xdLMAw
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 13:00 14:00 15:00 16:00 17:00

@TWITTER