NA ANTENIE: W środku dnia
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

B. Wildstein o śmierci S. Pyjasa: ekspertyza wybitnych profesorów przyjęła, że śmierć nastąpiła na skutek pobicia

Publikacja: 26.05.2023 g.17:39  Aktualizacja: 27.05.2023 g.13:13 Roman Wawrzyniak
Poznań
Bronisław Wildstein komentuje w Radiu Poznań książkę o śmierci swojego przyjaciela Stanisława Pyjasa. Napisał ją Cezary Łazarewicz, który przekonuje, że nie ma dowodów na zabójstwo Pyjasa.
Publicysta Bronisław Wildstein - Wojtek Wardejn - Radio Poznań
Fot. Wojtek Wardejn (Radio Poznań)

Dziś Bronisław Wildstein, który był gościem Wielkopolskiego Popołudnia w Radiu Poznań, mówił, że niektóre fakty, choć znalazły się w książce, to nie zostały wyeksponowane. Chodzi między innymi o film Jarmo Jääskeläinen "Śmierć studenta" z 1978 roku, w którym autor przedstawił najwybitniejszym fińskim patologom zdjęcia twarzy Stanisława Pyjasa.

Stwierdzili, że takie obrażenia nie są możliwe na skutek wypadku. To jest odnotowane gdzieś i potem się tego w ogóle nigdy nie wraca. Ekspertyza w 1991 roku, dwóch wybitnych profesorów medycyny, również przyjęła, że śmierć nastąpiła na skutek pobicia, a tutaj cały czas się mówi, że Wildstein nie jest specjalistą i opowiada rzeczy, które jemu się wydawały

- mówi gość Wielkopolskiego Popołudnia Radia Poznań. 

Bronisław Wildstein podkreślał, że odwołuje się do specjalistów, którzy mieli ogromne doświadczenie, ale - jak zaznacza - tego Cezary Łazarewicz w swojej książce już nie podnosi.

Poniżej cała rozmowa:

Roman Wawrzyniak: Komu i dlaczego zależy na zburzeniu kolejnego antykomunistycznego symbolu jakim był Stanisław Pyjas? To student Uniwersytetu Jagiellońskiego zamordowany przez służby bezpieczeństwa PRL. Dlaczego spadkobiercy komunistów uderzają w kolejnych naszych bohaterów, bohaterów Polski i polskości? O tym rozmawiam już teraz z przyjacielem Stanisława Pyjasa, pisarzem, dziennikarzem, publicystą Bronisławem Wildsteinem, którego bardzo serdecznie witam. Dzień dobry panie redaktorze.

Bronisław Wildstein: Dzień dobry.

Cezary Łazarewicz napisał książkę, w której można powiedzieć, że chyba podważa to wszystko albo prawie wszystko, co do tej pory było wiadomo o śmierci pana przyjaciela Stanisława Pyjasa. W tym samym czasie w części mediów takich jak Wyborcza, der Onet, TOK FM czy Polityka ukazują się z nim wywiady. Czy jest panie redaktorze jakiś mianownik, który je łączy?

Tak, to jest uderzające, jak bardzo tej sprawie nadano wagę w tej chwili, jak bardzo jest ona powszechna, jak bardzo obecny jest w mediach Cezary Łazarewicz i jak bardzo eksponowany. Zresztą towarzyszą temu dodatkowe teksty, powiedzmy w Gazecie Wyborczej pojawił się tekst jakiegoś doktora emerytowanego patologa, który pisze o tym jak to bardzo chwalebną i szacunku godną postacią był profesor Zdzisław Marek, na podstawie którego orzeczenia w 1977 roku śmierć Pyjasa uznano za wypadek. I to jest opublikowane bez komentarza, ten list jest po prostu czymś niebywałym, bo jest taką apologią tego Marka, który ma na sobie ileś takich proubeckich ekspertyz, a jednocześnie nic w tym nie ma, co by kwestionowało, że tak powiem prestiż Marka. Nie ma nic na temat tego, że oprócz sprawy Stanisława Pyjasa, to była opisana przez Jana Józefa Lipskiego sprawa Brożyny zabitego w 1977 roku, że była to sprawa na przykład księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, który został napadnięty w osiemdziesiątych latach przez esbecję, ciężko poparzony, a według Zdzisława Marka poparzył się sam. Czy choćby fakt, choćby wydarzenie, które doprowadziło do tego, że Zdzisław Marek został odsunięty, a później w latach dziewięćdziesiątych usunięty z Zakładu Medycyny Sądowej ze stanowiska szefa, to znaczy odmowa obdukcji pobitych przez ZOMO studentów. O tym w ogóle nic nie ma. Nie ma również o tym, że w tym liście, ja po to mówię, żeby pokazać w jakiej atmosferze sprawa się dzieje, pojawiają się jacyś świadkowie i ci świadkowie mają bardzo określone stanowisko i w momencie jeśli to jest stanowisko, które wybiela tych ubeków, czy to współpracujących z nimi, jak Zdzisława Marka, to wówczas to się eksponuje bez żadnych wątpliwości.

Do tego wybielania za chwilę wrócimy panie redaktorze, ale w wywiadzie dla der Onet właśnie z jednej strony autor książki dziękuje panu ciepło za rozmowę, a z drugiej mam wrażenie sugeruje kłamstwo dotyczące pana wizyty w prosektorium i opisu pobitego, zmasakrowanego ciała Stanisława Pyjasa. Pan był w tej kostnicy i widział to, co mówił?

Oczywiście, że byłem i widziałem. Zresztą tutaj chciałem powiedzieć, że Cezary Łazarewicz nie sugeruje moim zdaniem, w każdym razie z mojej strony kłamstwa. Twierdzi tylko, że ja nie za bardzo zdawałem sobie sprawę z tego co widzę, ponieważ to było bezpośrednio po sekcji zwłok, więc wyglądało to ciało zupełnie inaczej.

Ale chwilę później przytacza słowa matki Stanisława Pyjasa, jakby miały być kontrą do tego co pan powiedział.

To też pokazuje metodę działania Łazarewicza, bo matka powiedziała, to jest dość typowe, ciało zostało potem odpowiednio spreparowane, jak to ciało osoby nieżyjącej, którą składa się do grobu i która ma wyglądać jak najładniej. I to ciało położono i matka powiedziała jak go zobaczyła: wygląda jakby spał. Przepraszam bardzo, czy to ma kwestionować, to co ja widziałem w prosektorium?

Ale taką sugestię próbuje się przemycić.

No właśnie, ale to jest bardzo charakterystyczne, niestety te zestawiania tego typu. Poszedłem do prosektorium ze swoją dziewczyną, obecną żoną Iwoną Galińską-Wildstein i z przyjacielem Jackiem Nowaczkiem. Jacek Nowaczek nigdy nie mówi, że Staszek został zastrzelony, może rozważał taką hipotezę, natomiast w wywiadzie z kolei dla Krytyki Politycznej Cezary Łazarewicz twierdzi, że on był rzecznikiem takiej interpretacji. To służy temu, ponieważ wersja zastrzelenia jest zupełnie niezasadna i w ogóle absurdalna byłaby, ale to służy podmywaniu tej wersji najbardziej prawdopodobnej.

A jak pan redaktor ocenia wiarygodność źródeł archiwalnych i też tych źródeł osobowych, na podstawie których powstała książka o Pyjasie?

Ja jeszcze chciałem powiedzieć jedną rzecz, bo tutaj Cezary Łazarewicz napisał w sumie bardzo inteligentnie tę książkę. Czterysta parędziesiąt stron i jeżeli ktoś czyta ją bardzo uważnie, to zauważa dysonans między rozmaitymi faktami, które pojawiają się w książce, ale nie są wyeksponowane, a tym co jest wyeksponowane i wersją oficjalną. Otóż tam na przykład pojawia się, odnotowane jest, że wybitny dokumentalista Fin Jarmo Jääskeläinen, który zrobił ten pierwszy film o śmierci Stanisława Pyjasa, w 1978 roku dokument „Śmierć studenta” przedstawił bezpośrednio zdjęcia twarzy Stanisława Pyjasa, uznanym za najwybitniejszych patologom fińskim, którzy stwierdzili, że takie obrażenia nie są możliwe na skutek wypadku. To jest odnotowane gdzieś i potem się tego w ogóle nigdy nie wraca. Ekspertyza w 1991 roku, dwóch wybitnych profesorów medycyny, również przyjęła, że śmierć nastąpiła na skutek pobicia, a tutaj cały czas się mówi, że Wildstein nie jest specjalistą i opowiada rzeczy, które jemu się wydawały. Przepraszam bardzo, ja się odwołuje do specjalistów, którzy mieli ogromne doświadczenie i którym wydawały się identyczne rzeczy, ale tego Łazarewicz już nie podnosi.

Czyli traktowanie wybiórcze, już nie mówiąc o autorytetach, na których opiera swoją wiedzę.

Tak, trzeba bardzo uważanie czytać, żeby wyłowić pewne zabiegi, których dokonuje Łazarewicz, a które są zaskakujące. Otóż Łazarewicz pisze, że właściwie nie wiadomo, dlaczego by się miała tak specjalnie zajmować Pyjasem esbecja, ponieważ on chciał się wycofać z działalności politycznej. To pisze i powtarza jako fakt. Tymczasem skąd on o tym wie? Otóż jest to jest oparte wyłącznie na stwierdzeniu, jednym stwierdzeniu, które przekazał mu, jednym świadectwie, które przekazał mu Lesław Maleszka. Agent UB, taki bardzo szczególny, bo nie dość, że donosił na nas udając przyjaźń, ale również planował co nam zrobić złego, żeby nas wyeliminować z działalności politycznej i z własnej inicjatywy proponował, podsuwał to esbecji. W oparciu o to stwierdzenie Lesława Maleszki, dla Łazarewicza staje się faktem i funkcjonuje w książce jako fakt. Tymczasem również w książce można przeczytać jak przez ubecję, innych agentów, jest traktowany Stanisław Pyjas. Jak SB wysyła informację z Krakowa, że jednym z najważniejszych ludzi tego środowiska jest Stanisław Pyjas. To gdzieś w książce jest, ale jakby tego nie bierze pod uwagę Cezary Łazarewicz. To jest bardzo znamienne, to gdzieś ginie.

Panie redaktorze można odnieść dalej idące nawet wrażenie, że nie tylko książka, ale i te artykuły, które pojawiają się wokół niej mają jeszcze jeden cel, takie jest przynajmniej moje wrażenie, taką próbę wybielania właśnie esbeków.

No tak, tam jest w ogóle traktowanie ich świadectw jako bardzo wiarygodnych, ale nie tylko. On mówi na przykład parę razy, że ci agenci UB, ci młodzi, który się pojawili w latach siedemdziesiątych, wierzyli w PRL. No proszę pana, no ja znam tamte sprawy dokładnie i pamiętam tamtych ludzi. Nikt z nich w PRL nie wierzył, to byli absolutni cynicy. Zresztą jeżeli ktoś szedł wtedy do SB, to miał świadomość, że idzie do służby terrorystycznej, która ma zastraszać i paraliżować społeczeństwo w obronie systemu totalitarnego z cudzego nadania, to każdy doskonale wiedział, więc te opowieści o wierze w PRL są nonsensem.

Na koniec jeszcze naszej rozmowy panie redaktorze, bo pogrzeb Stanisława Pyjasa był ogromną manifestacją antykomunistyczną, warto może powiedzieć, jakie znaczenie morderstwo pana przyjaciela, kolegi miało dla tego wszystkiego co później nazywaliśmy naszym dążeniem do wyzwolenia z jarzma komunizmu, dążeniem do odzyskania wolności, jakie to miało znaczenie?

To był taki zapłon. Inna sprawa, że nasze środowisko opozycyjne już istniało i to też jest istotne, bo nas Cezary Łazarewicz przedstawia tak troszeczkę bagatelizująco, jacyś tam anarchiści, awanturnicy, oni się tak trochę bawili, nie, nie bawiliśmy się, owszem nie przypuszczaliśmy, że można za to zginąć, ale że możemy wylądować na lata w więzieniu, o tym byliśmy przekonani. Ale ta śmierć stała się takim zapłonem. Myśmy wtedy oficjalnie wystąpili, to były oficjalne duże manifestacje i znowu wbrew temu co pisze Cezary Łazarewicz, właściwie całe miasto, cały Kraków albo cała Polska, wiedziała o tym wydarzeniu. Wiedziała również o tym, że nastąpiły manifestacje i że pojawiła się grupa, która postanowiła się nie ukrywać, tylko jawnie wystąpić o to, żeby dochodzić prawdy o tej śmierci, i nie tylko, która po prostu przeciwstawiła się systemowi. Ta tragedia miała wielkie znaczenie dla ruchu antykomunistycznego w Polsce.

Nasza rozmowa pokazuje jak bardzo ta książka wygląda jak dziurawy i podziurawiony szwajcarski ser po prostu. Bardzo dziękuje za znaleziony czas i rozmowę.

Dziękuję i do usłyszenia.

https://radiopoznan.fm/n/SkZ62m
KOMENTARZE 0