NA ANTENIE: Spis treści
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

Wróblewski o wpisie Jaśkowiaka: "Nawet jego partia rozumie, że nie można wprost popierać takich zachowań"

Publikacja: 04.01.2021 g.20:04  Aktualizacja: 04.01.2021 g.20:28 Roman Wawrzyniak
Wśród zaszczepionych przed lekarzami i pielęgniarkami europoseł z Wielkopolski Leszek Miller, a także między innymi Krystyna Janda oraz dyrektor TVN. Prezydent Poznania ich wspiera i broni. Gościem Romana Wawrzyniaka w Wielkopolskim Popołudniu był poseł Prawa i Sprawiedliwości, Bartłomiej Wróblewski.
bartłomiej wróblewski - Wojtek Wardejn
Fot. Wojtek Wardejn

Roman Wawrzyniak: Porozmawiajmy o skandalu pseudoelit. Wśród zaszczepionych przed lekarzami i pielęgniarkami europoseł z Wielkopolski, Leszek Miller, a także między innymi Krystyna Janda, dyrektor TVN czy założyciel tej stacji. Prezydent Poznania z dumą ich wspiera i broni, mimo że nawet partyjni koledzy krytykują. Czy takie podejście nie budzi obaw o to, według jakiego klucza, prezydent Poznania podejmuje decyzje w zakresie swoich uprawnień i kompetencji?

Bartłomiej Wróblewski: Ta cała sprawa budzi wiele wątpliwości. Pierwsza dotyczy tego wysoce niefortunnego zdarzenia, kiedy grupa osób wysoko postawionych, poza kolejnością, uzyskała dostęp do szczepień. Ale nawet jeśli to się zdarzyło, można powiedzieć przepraszam, i zamknąć ten temat. Zaczął się jednak festiwal wypowiedzi, półprawd, kłamstw.

Stawania też na uszach. To, co robi Onet, TVN czy Wyborcza, dawno takiego nie było kabaretu.

To prawda. Chodzi o to, żeby na siłę pokazać, że nie było w tym nic niewłaściwego, albo, że inni robią jeszcze gorsze rzeczy. Natomiast wystąpienie Jacka Jaśkowiaka było kuriozalne. Nawet jego partia rozumie, że nie można wprost popierać zachowania, które nie może zostać społecznie zaakceptowane, nawet przez zwolenników Platformy Obywatelskiej, Lewicy, jednak dominuje tam oburzenie. Natomiast Jacek Jaśkowiak z dużą arogancją i ostentacją mówi, że nie ma problemu, i że to jest praktyka, którą powinniśmy kontynuować. Ja napisałem wczoraj na Twitterze, że nie jest to zdanie wszystkich mieszkańców Poznania, tej arogancji, i tej ostentacji, powinno być mniej. Oczywiście takie wpisy stawiają pytanie, czy miasto Poznań nie stosuje podobnych praktyk w różnych obszarach życia.

Pojawia się też ciekawe pytanie: w co gra prezydent Jacek Jaśkowiak? Zakłada przecież stowarzyszenie, do którego zachęca samorządowców, jako wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej w Wielkopolsce.

Zasadniczym problemem nie jest nawet, że Jacek Jaśkowiak, szykuje jakiś rodzaj frondy, czy usamodzielnienia się od Platformy Obywatelskiej, ale zasadniczym problemem jest to, że mijają lata, a Jacek Jaśkowiak ma bardzo skromny dorobek jako prezydent miasta. Chce ciągle błyszczeć politycznie. Ma taką olbrzymią potrzebę, żeby na każdy temat, czy sprawa jest słuszna czy nie, zabrać głos i zostać obiektem zainteresowania mediów ogólnopolskich, i tak się dzieje już od 6 lat. Tych wojen było bardzo wiele. One nie zawsze były z prawicą. One były z samorządami pod Poznaniem, z kibicami i z Kościołem.

Byle było głośno i się mówiło?

Tak. Moglibyśmy machnąć ręką, gdyby nie to, że negatywne konsekwencje tej sytuacji ponosi miasto. Mało jest inwestycji w Poznaniu. Pozyskujemy właściwie we wszystkich obszarach mniej inwestycji niż konkurujące z nami miasta takie jak Gdańsk, Poznań, Łódź. Myślę, że Poznań traci.

Poznań też wymienia dużo mniej kopciuchów niż pozostałe duże miasta.

To jest tylko jeden przykład. Kraków ma wspaniałą halę widowisko-sportową. Podobnie Gdańsk. Wrocław ma autostradową obwodnicę miasta. Jaka duża rzecz zdarzyła się w Poznaniu w ostatniej dekadzie?

Wiem, że pan poseł zainteresował się karą nałożoną na Kościół Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu za zbyt głośne bicie dzwonów. Pytanie, czy kościół nie dzwonił, zanim zamieszkał w pobliżu mieszkaniec, który złożył skargę?

To nie jest przypadek jednostkowy. Do mojego biura poselskiego zgłaszają się ludzie, którzy prowadzą przedszkola, a których sąsiadom przeszkadza krzyk dzieci, zgłaszają się ludzie, którym przeszkadza, że na gospodarstwie rolnym pod Poznaniem śmierdzi, albo jeździ ciągnik z rana. We wszystkich tych przypadkach mamy do czynienia z sytuacją, kiedy są dwie reakcje. Z jednej strony, ktoś chciałby ultra spokojnej możliwości korzystania ze swojej nieruchomości, a z drugiej strony mamy jakieś instytucje, i to bardzo różne, bo tu kościół, tu przedszkole, tu gospodarstwo rolne, gdzie ktoś od wielu lat, dziesiątek, nawet setek, prowadzi działalność i nagle miałby ją zakończyć, dlatego, że komuś to się nie podoba. Trzeba szukać harmonijnego współżycia między ludźmi, ale też musimy przyjąć, że jeśli wprowadzamy się gdzieś, a tam jest jakaś działalność lub aktywność, biją dzwony, dzieci chodzą do przedszkola, ktoś prowadzi gospodarstwo rolne, to będą pewne uciążliwości z tym związane. Po pierwsze trzeba apelować do nas samych, żebyśmy chcieli i umieli ze sobą żyć. Inna rzecz, że urzędy, administracja publiczna, powinny kierować się zdrowym rozsądkiem i też zdrowo rozsądkowo interpretować przepisy. Tam, gdzie to już nie jest możliwe, być może będą potrzebne zmiany w przepisach, i nie wykluczam, że tak będzie w tej sprawie, o której pan mówi, nie jest to bowiem pierwsza tego rodzaju sytuacja, która miała miejsce w Poznaniu w ostatnich latach.

Czyli jest możliwe rozwiązanie, które zadowoliłoby obie strony?

Najlepsze byłoby takie rozwiązanie. Działanie Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska powinno polegać na tym, żeby szukać takiego rozwiązania, z którym dwie strony mogą żyć. Zmiana ustawy jest ostatecznością, bo jeżeli zawsze będziemy zmieniać ustawę, to też nie jest dobre rozwiązanie. Niekiedy pojawia się szczegółowy problem.

Jak pan skomentuje działania miejskiego konserwatora zabytków. Przeszkadzał mu baner wywieszony na początku pandemii przez księży na kościele wildeckim, tam była treść „Modlimy się. Tęsknimy za wami”, ale już płachta ze znakiem protestu feministek, zawieszona na historycznym budynku w sercu miasta nie przeszkadza. Biuro prasowe konserwatora zabytków odsyłało w tym drugim przypadku naszego reportera do magistratu.

Są dwa możliwe podejścia. Z jednej strony, nic nie może na zabytkach wisieć, co nie jest jakoś ściśle związane z zabytkowym charakterem obiektu. Drugie podejście, że jest to możliwe, ale wtedy trzeba zachować konsekwencje. Jeśli nie może wisieć na kościele, to dlaczego może wisieć na innym zabytkowym budynku? Kiedy konserwator odsyła do urzędu miasta, pojawia się problem takiej dyskryminującej polityki władz miasta. Te impulsy polityczne, co wprost z pańskiego wyjaśnienia wynika, płyną od prezydenta miasta, który w przypadku lewicowej ornamentyki i haseł, jest gotowy dopuścić, aby wisiały na zabytkach tygodniami czy miesiącami, natomiast w przypadku kościołów jest ultra rygorystyczny. Ja uważam, że jedno z tych podejść jest możliwe, tylko konieczna jest konsekwencja.

A co z fałszywymi organizacjami na liście poparcia dla kandydatki Platformy Obywatelskiej i Lewicy na Rzecznika Praw Obywatelskich? Chwaliła się, że jest ich tak wiele, ale później okazywało się, że wiele z nich, żadnego poparcia wcale nie udzieliło.

Tu są dwie kłopotliwe rzeczy. Pierwsza taka, że znalazło się sporo takich organizacji, które zaprzeczyły, że udzieliły tego wsparcia, a znalazły się na liście. Druga kłopotliwa to taka, że instytucją, która to koordynowała była instytucja, która zajmuje się kontrolą instytucji publicznych pod kątem transparentności działania. Okazało się, że ci, którzy kontrolują instytucje publiczne, sami nie są w stanie siebie kontrolować, tych kontrowersyjnych wpisów tam było bardzo wiele. To nie był jeden czy dwa takie wpisy. Te organizacje nie wiedziały nawet, że znalazły się na liście popierających kandydatkę. Ja dopuszczam, że ona mogła o tym nie wiedzieć, ale jest to sytuacja niestawiająca całej tej inicjatywy w pozytywnym świetle.

Przed nami nowy rok. Składał pan projekt kolejnej ustawy samorządowej – „Samorząd dla rodzin”. Co to takiego?

W nowy rok weszliśmy z nowym prorodzinnym, wolnościowym projektem ustawy o polityce prorodzinnej. W przepisach nie zostało jasno powiedziane, w jakim stopniu samorządy gminne i wojewódzkie mogą prowadzić politykę rodzinną, co w praktyce prowadziło do tego, że decyzje samorządów, które chciały takie programy prowadzić, były kwestionowane w sądach administracyjnych z różnym skutkiem. My chcemy przeciąć te wątpliwości, przygotowaliśmy ustawę, która stwarza wszystkim samorządom, chcącym prowadzić politykę prorodzinną, możliwość działania w taki sposób, by nikt nie mógł tego kwestionować. Nie ma tu żadnego obligo, więc tylko te samorządy, które będą chciały, mogą działać w tym obszarze. Ale uważamy, że sprawa jest ważna. Bo polityka prorodzinna to jeden z najważniejszych obszarów polityki państwa, najważniejszych obszarów dla Polski, co jest związane z tym, że sytuacja demograficzna kraju jest trudna. Rodzi się mało dzieci w kraju. Jeśli tego nie zmienimy, to Polskę za dekadę, dwie, czekają poważne problemy z tego powodu. To powinna być sprawa ponad podziałami politycznymi. Musimy poprawić polską demografię i zwiększyć liczbę dzieci w Polsce. Jeżeli tego nie zrobimy, to będziemy mieli trudność, bo osób w wieku poprodukcyjnym w Polsce będzie dużo więcej, niż osób, które będą pracowały.

To temat na zupełnie osobną dyskusję?

Dokładnie. Projekt dzisiaj złożony wpisuje się, jest elementem, który może pomóc w jakimś stopniu te problemy demograficzne przezwyciężać.

https://radiopoznan.fm/n/TSzzHU
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 09:00 10:00 11:00 12:00 13:00

@TWITTER