NA ANTENIE: I CAN SEE CLEARLY NOW/JIMMY CLIFF
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik

Jaka przyszłość czeka polskich hodowców?

Publikacja: 19.03.2020 g.10:25  Aktualizacja: 19.03.2020 g.10:31 Piotr Tomczyk
Cień na ich pracę rzuca epidemia koronawirusa.
świnia świnie gospodarstwo  - Fotolia
Fot. (Fotolia)

Gościem Kluczowego Tematu był Karol Bujoczek - redaktor naczelny miesięcznika Top Agrar Polska.

Piotr Tomczyk: W ostatnim czasie wzrósł popyt na mięso, mimo to polscy hodowcy obawiają się o swoją przyszłość. Jak jest przyczyna niepokoju polskich hodowców?

Karol Bujoczek: Wszyscy hodowcy, podobnie jak każdy z nas, obawia się skutków koronawirusa. Choć wydaje się, że ludzie na wsiach mieszkają w izolacji, to jednak mają kontakt ze światem zewnętrznym i boją się, żeby się nie zarazić, a ci z kolei prowadzący większe hodowle i zatrudniający pracowników, drżą oto, żeby wirusem nie zarazili się ich pracownicy. Gdyby okazało się, że jeden pracownik jest chory, to kwarantanną mógłby zostać objęty cały zespół i tu zaczyna się problem.

Czy ten problem może być większy niż w przypadku ptasiej grypy, czy ASF? Tam był związek bezpośredni z hodowlą, a tu nie ma.

Tam mieliśmy taki problem, że te choroby - ptasia grypa i afrykański pomór świń - dotyczą zwierząt, ze wszystkimi konsekwencjami - albo utylizacji stada albo jego zablokowania, a tu problem jest o tyle psychologicznie większy, że dotyczy człowieka. Jeżeli pracownik z powodu choroby idzie na zwolnienie, to pracodawca boi się, że zachoruje cały zespół.

Wydawać się może, że sytuacja, w porównaniu z innymi branżami jest lepsza, bo w ciągu ostatniego roku ceny mięsa rosły, popyt rósł systematycznie, sytuacja wręcz poprawiła się w ciągu ostatniego roku.

Popyt na polskie mięso - drób, wołowinę i wieprzowinę - był rosnący, zakłócenia pojawiły się w ostatnich dwóch tygodniach.

Popyt w marketach - zwróciłem uwagi na zamrażarki, które były puste.

Konsumenci przestraszyli się, że zabraknie żywności, efekt paniki udzielił się wszystkim. Z jednej strony to dobrze dla hodowców i dla producentów. Nie możemy powiedzieć, że skoro dziś ceny rosną w sklepach, to skorzystają z tego rolnicy. W przypadku drobiu wzrosły ceny brojlerów o kilkadziesiąt groszy na kilogramie. Z kolei producenci wołowiny bardzo mocno ucierpieli, ponieważ nasza wołowina w większości trafia na eksport - w Europie głównymi odbiorcami są Włosi, Hiszpanie, Niemcy, Wielka Brytania - i tu zatkał się zbyt. Z jednej strony Włosi nie kupują, bo państwo jest zamrożone, a z drugiej strony, jak nam sygnalizują firmy kupujące bydło, jest problem logistyczny z transportem towaru.Na przykład kierowcy odmawiają podróży w te regiony, gdzie jest wysokie zagrożenie. Dziś na rynku wołowiny mamy spadek cen - żywiec wołowy staniał o kilkadziesiąt groszy na kilogramie. W przypadku wieprzowiny popyt w sklepach w ostatnich dniach był bardzo duży, ceny są wysokie od dłuższego czasu z powodu ASF - bo generalnie brakuje na świecie wieprzowiny, ale mamy zróżnicowaną sytuację, bo w niektórych regionach te ceny utrzymują się na dobrym poziomie, a tam, gdzie struktura produkcji jest nieco rozdrobiona, to problemy logistyczne powodują, że niektórzy próbują zbić tą cenę u rolnika i przesuwają odbioru tuczników, ponieważ brakuje ludzi.

Zyski powinny rosnąć, ale tak się nie dzieje.

O zyskach bardzo trudno mówić. Sklepy zyskały, bo mało gdzie spadły ceny mięsa. W niektórych sklepach były nawet podwyżki rzędu 30 proc. Mało kto zwraca na to uwagę, bo każdy chce mieć to mięso. Ten efekt paniki spowodował, że zapełniły się zamrażalki. Ale żywności nie zabraknie, bo i w chlewniach, i w kurnikach, czy oborach rolnicy normalnie funkcjonują. Chodzi tylko o utrzymanie cen, bo nie ma podstaw, żeby dziś ceny tak mocno spadały.

Czy Wielkopolska wyróżnia się na tle innych regionów?

Wielkopolska ma bardzo dobrze zorganizowaną strukturę, ale nie jesteśmy bardziej odporni na zagrożenia. Wszystko będzie zależało od naszego stosowania się do zaleceń kierowanych do rolników czy pracowników zakładów przetwórczych. Bardzo ważne są zasady bioasekuracji.

Czego potrzebują hodowcy, aby uniknąć strat i bankructwa?

Potrzebują stabilnej relacji między zakładem odbierającym surowiec, zakładem, który sprzedaje produkt do sklepów, ponieważ żywność pozostaje produktem pierwszej potrzeby dla człowieka. Mam nadzieję, że w tym łańcuchu od pola do stołu rolnicy nie ucierpią. Muszą zostać zdrowi - o tyle im łatwiej, że mieszkają w rozproszeniu i nawet sa w stanie wykonywać swoją pracę na polu bez szerokiego kontaktu z innymi osobami. Ale też rolnicy nie są odcięci od świata, bo domownicy muszą pójść na zakupy. Często na głowie właściciela są wszystkie procesy - jeśli jego zabranie, to nie ma zastępcy.

Czy polscy hodowcy poradzą sobie lepiej niż ich koledzy z Europy Zachodniej?

To trudne pytanie, bo każda sytuacja będzie indywidualna. Jeżeli ktoś ma małe gospodarstwo, to może się wydawać, że jego straty są nieduże, ale to jest też jego cały dobytek. Są takie rozwiązania w krajach zachodnich, że jeśli rolnik zachoruje to może mieć profesjonalnego zastępcę i wtedy tamten rolnik lepiej sobie poradzi. Rynki europejskie są też na tyle ze sobą powiązane, że spadki cen w danym segmencie są w wielu krajach, ale tam gdzie ta pozycja rolnika jest słabsza, straty mogą być większe.

Czy polskie mięso jest lepsze jakościowo i bezpieczniejsze?

I polskie mięso jest bezpiecznie, i to europejskie. Polska jest bezpieczna jeśli chodzi o produkcję wszelakiego mięsa.

https://radiopoznan.fm/n/D8mZN6
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 14:00 16:00 19:00 22:00 06:00

@TWITTER