NA ANTENIE: 00:03 KLASYKA ROBY LAKATOS/
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik

Dziennikarz śledczy: Pacjenci już sami mówili na oddziale prof. Grodzkiego, że za lepszą usługę trzeba zapłacić

Publikacja: 16.01.2020 g.10:42  Aktualizacja: 16.01.2020 g.13:59
Dziennikarz Radia Szczecin Tomasz Duklanowski, był gościem porannej rozmowy Radia Poznań "Kluczowy Temat".
Tomasz Duklanowski - Radio Szczecin
Fot. Radio Szczecin

Łukasz Kaźmierczak: W naszym studiu Tomasz Duklanowski, dziennikarz Radia Szczecin. Witam pana w progach siostrzanej rozgłośni.

Tomasz Duklanowski: Dzień dobry.

Mówię Duklanowski, a myślę Tomasz Grodzki. Trochę wyrobił pan sobie nazwisko na głośnej sprawie, chodzi o kwestię domniemanego przyjmowania łapówek przez profesora Grodzkiego w szpitalu w Szczecinie, trochę tak jest, że cała ta sprawa dzięki panu nabrała rozgłosu.

Zainteresowałem się po prostu tą sprawą w momencie, kiedy dwa miesiące temu profesor Popiela napisała na swoim profilu na Facebooku, że profesor Tomasz Grodzki wziął od niej 500 dolarów w zamian za operację jej mamy. Zwyczajnie z dziennikarskiego punktu widzenia temat wydał mi się ciekawy, skontaktowałem się z panią profesor i tak się zaczęło.

Ten sygnał był takim impulsem czy już wcześniej na mieście chodziły takie opinie?

No właśnie nie, dlatego, że o profesorze Grodzkim mówiono same dobre rzeczy, to był po pierwsze działacz Platformy, a po drugie profesor, który był dobrze znany, cieszył się dużym autorytetem, był też politykiem, senatorem był już od kilku lat, ale nie była to znacząca postać w Szczecinie, w momencie kiedy został marszałkiem wszystko się zaczęło.

Ale dlaczego dopiero teraz ta sprawa wypłynęła? Wielu obrońców profesora Grodzkiego mówi, że był tyle lat aktywny społecznie i dlaczego nikt wcześniej nie zgłaszał tych informacji, że miał przyjmować łapówki?

Ja zainteresowałem się tym - tak jak powiedziałem - z tego powodu, że profesor Popiela dokonała tego wpisu, gdzie oskarżyła profesora Grodzkiego o przyjęcie tych 500 dolarów i zwyczajnie chciałem sprawdzić jaka jest prawda. Sprawa wydała mi się tym bardziej interesująca, że profesor Grodzki zaczął zajmować bardzo wysokie stanowisko w państwie i dziennikarze interesują się szczególnie tego typu osobami stąd moje zainteresowanie.

Uporządkujmy zatem: ilu ma pan tych świadków? Ile osób się do pana zgłosiło lub zgłasza?

W momencie kiedy my opublikowaliśmy pierwsze świadectwo, to było około miesiąc temu, osoba, która powiedziała, że ona i jej rodzice przekazali 2 tysiące złotych profesorowi Grodzkiemu, kiedy to pierwsze świadectwo wyemitowaliśmy na antenie Radia Szczecin, to jakby otworzyła się puszka Pandory. Zaczęły dzwonić telefony i one dzwonią do dziś. Od tej pory opublikowaliśmy siedem podobnych historii, gdzie były przyjmowane korzyści majątkowe w szpitalu Szczecin Zdunowie, gdzie profesor Grodzki był ordynatorem, a telefon dzwoni bez przerwy, ja mam już kilkadziesiąt osób, które do nas dzwoniło, z tymi osobami już rozmawiałem.

Te osoby są gotowe składać zeznania w prokuraturze, bo też był taki zarzut, że łatwo jest anonimowo takie zarzuty kierować.

Dlatego zanim zdecydowałem się na wyemitowanie pierwszej osoby, tej pierwsze pani, to dokładnie tę historię weryfikowałem, rozmawiałem i z tą panią, ona już była po przesłuchaniach przez prokuraturę i Centralne Biuro Antykorupcyjne, gdzie została pouczona o składaniu fałszywszych zeznań. To była pierwsza rzecz, która mnie przekonała, że coś na rzeczy jest. Rozmawialiśmy dość długo, ona wykonuje zawód zaufania publicznego, który jej uniemożliwia...

Mówi pan o profesor Popieli?

Profesor Popiela była pierwszą osobą, która publicznie sama o tym ujawniła, my dotarliśmy do pierwszego świadka, który zeznawał w procesie, który został wszczęty na początku grudnia w szczecińskiej prokuraturze. Dotyczy śledztwa w szpitalu Szczecin Zdunowo, ponieważ ta osoba byłą już przesłuchana, złożyła zeznania, wykonuje zawód zaufania publicznego, to zdecydowaliśmy się tę jej historię wyemitować na antenie Radia Szczecin.

A co z tą historią 90-latka, który mówi, że ktoś się do niego zgłosił, oferował 5 tysięcy złotych w zamian za to, żeby składał fałszywe zeznania przeciwko profesorowi Grodzkiemu, profesor Grodzki wyciągnął to na konferencji prasowej, mówiąc: proszę bardzo, oto fabrykuje się dowody przeciwko mnie.

Dla mnie ta historia jest zupełnie niewiarygodna, dlatego, że ten 90-latek nie przedstawił żadnych dowodów, że ktoś taki do niego się zgłosił, a poza tym dla mnie były funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego jest osobą niewiarygodną, ci ludzi trudnili się tym, żeby fabrykować pewne dowody, żeby oczerniać Armię Krajową, Żołnierzy Wyklętych, on też był oficerem operacyjnym, czyli w latach 50. zajmował się bezpośrednio inwigilacją środowisk niepodległościowych, pracował dla...

Ale to jest przeszłość, on dziś mówi, że ktoś go nakłaniał do takich zeznań, jest słowo przeciwko słowu.

Tak, można tak powiedzieć, że jest to słowo przeciwko słowu, ale mamy tutaj do czynienia ze słowem ubeka, czyli osoby, która dla mnie ma wiarygodność zerową.

Jest też profesor Grodzki, który mówi, że nic nigdy nie przyjmował.

Ale z drugiej strony mamy też osiem świadectw razem z profesor Popielą, która twierdzi, że te pieniądze były przyjmowane przez profesora Grodzkiego. Jeśli jest taka sytuacja, że jest słowo przeciwko słowu i jest jedna osoba, to rzeczywiście można mieć wątpliwości, ale jeżeli zaczyna mówić kilkanaście osób podobne historie, to nawet jak jest bardzo dobry adwokat i bardzo dobry prawnik, którym dysponuje profesor Grodzki, to trudno podważyć wiarygodność kilkunastu osób, które opowiadają takie historie.

Ale w takiej sytuacji możemy mówić, że to jest duży proceder?

Z tych historii, które ja wysłuchałem wynika, że w końcówce lat dziewięćdziesiątych i początkowym okresie lat dwutysięcznych tam było tak na oddziale torakochirurgii, którym kierował profesor Grodzki, on był tam ordynatorem, to było zjawisko powszechne.

Ale trudno mówić o takiej czystej i jasnej korupcji w sytuacji gdy profesor bierze dla siebie te pieniądze, nawet z zeznań profesor Popieli wynika, że miała być to wpłata na fundację.

Nawet jeżeli profesor Grodzki przyjmował na fundację, co wydaje mi się rzeczą wątpliwą, to nie miał prawa takich pieniędzy brać, to jest przyjęcie korzyści majątkowej, obojętnie jaki jest cel, historia wydaje się o tyle wątpliwa, że profesor Grodzki nie przekazał żadnego pokwitowania, zaświadczenia, że te pieniądze zostały wpłacone, nie podał konta bankowego fundacji, przyjął pieniądze w dolarach, a fundacja nie miała konta w dolarach, to jest o tyle dziwne, ta linia obrony, którą przyjmuje profesor Grodzki jest mało wiarygodna.

A pan wiąże te historie? One się zazębiają?

Niektóre te historie są bardzo podobne, zwłaszcza z lat osiemdziesiątych, to wyglądało bardzo podobnie, że osoby trafiały na salę wieloosobową na oddziale torakochirurgii, gdzie ordynatorem był profesor Grodzki, a pacjenci już sami mówili, że za lepszą usługę trzeba zapłacić.

Wrócę do tego pytania: dlaczego przez 20 lat nic o tym nie mówiono? Nikt nie składał skarg na profesora? W okręgowej izbie lekarskiej nie ma żadnych śladów postępowań.

W sytuacji, kiedy osoby mają do czynienia z ratowaniem swojej najbliższej osoby wtedy nikt się nie zastanawia nad tym, ma wybór albo zapłacić, albo ta operacja się nie odbędzie, życie najbliższej osoby jest najważniejsze, dlatego te osoby wtedy płaciły, natomiast pamiętajmy, że koniec lat dziewięćdziesiątych to jest okres, kiedy taka wdzięczność lekarzom była powszechna, wielu lekarzy tego nadużywało, tak jak tutaj mamy do czynienia z tą historią, że profesor Grodzki tego nadużywał w sposób permanentny, wtedy nie było takich służb jak CBA.

Profesor Grodzki też nie był marszałkiem Senatu.

Dopiero teraz, kiedy on został tą trzecią osobą w państwie, osoby, z którymi rozmawiałem wiedzą, że lekarze w tamtym okresie brali, ale żaden z tych lekarzy nie pretenduje do tego, aby być jedną z najważniejszych osób w państwie.

Jest jeden świadek, który zgłosił się do kamery, mówił z imienia i nazwiska, teraz przeciwko niemu pełnomocnik profesora Grodzkiego będzie kierował akt oskarżenia prywatnego.

Z tych powodów nie ujawniałem nazwisk tych osób,  często zmieniałem im głos, żeby nie były rozpoznawalne, aby profesor Grodzki nie starał się szykanować i zastraszać tych osób. Ten pan, który ostatnio zgodził się powiedzieć do kamery to jest człowiek, który po konferencji profesora Grodzkiego powiedział, że niezależnie od konsekwencji jakie będą, on powie do kamery.

On się zgłosił po tym jak zobaczył konferencję?

Ja najpierw z tym panem rozmawiałem do radia, podałem tylko jego imię, ale kilka dni później on do mnie zadzwonił i powiedział, że chce powiedzieć to do kamery, dlatego, że on się nie boi, on może poddać się badaniom wariograficznym, złożyć zeznania do CBA i będzie starał się dowieść prawdy, że prawda taka była, bo on w życiu nie lubi dwóch rzeczy - kłamstwa i złodziejstwa.

Pan też spodziewa się aktu oskarżenia?

Ja jeszcze niczego nie dostałem, natomiast w ubiegłym tygodniu profesor Grodzki ze swoim adwokatem rzeczywiście zorganizowali konferencję prasową, gdzie powiedzieli, że czeka mnie kilka procesów, nie tylko proces z artykułu 212, czyli prywatny akt oskarżenia, ale powiedzieli, że jako pierwszą rzecz to składają zawiadomienie do prokuratury, że moja działalność dziennikarska wyczerpała znamiona przestępstwa z artykułu 128, paragraf 3 KK, czyli zamach na konstytucyjne organy państwa.

Grubo.

Z tego tytułu grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

I co teraz?

Ja do tego poważnie nie podchodzę. To jest groteskowe, oskarżanie mnie o coś takiego jest absurdalne, po drugie niemożliwe do udowodnienia, to jest zrobione trochę pod publiczkę. Profesor powiedział to razem ze swoim adwokatem przy dziennikarzach, chciał w jakiś sposób odeprzeć te zarzuty, które są kierowane przeciwko niemu, ja to też  traktuje jako próbę zastraszenia, ale nieskuteczną, dlatego, że ja się tego nie przestraszyłem i zajmuje się tym co robiłem.

Na koniec krótko: sprawa jest rozwojowa?

Tak, wciąż dzwonią do mnie ludzie, każdego dnia dostaję e-maile i telefony, ludzie opowiadają te same historie i wszystko wskazuje na to, że to były dziesiątki, a może i setki osób, które musiały płacić w szpitalu Szczecin Zdunowo, w którym dyrektorem był Tomasz Grodzki, za usługi, za które płacić wcale nie musiały.

https://radiopoznan.fm/n/nLIHgR
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 16:00 17:00 18:00 22:00 23:00

@TWITTER