NA ANTENIE: CO SIE STALO Z NASZA MILOSCIA (2023)/ANIA RUSOWICZ
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Trwa proces beatyfikacyjny o. Mariana Żelazka. Jest apel o modlitwę o cud za jego stawiennictwem

Publikacja: 11.12.2023 g.19:23  Aktualizacja: 11.12.2023 g.21:04
Poznań
Poznański misjonarz przez lata pomagał trędowatym w Indiach i teraz ma zostać świętym.
ojciec Marian Żelazek - Wojtek Wardejn - Radio Poznań
Fot. Wojtek Wardejn (Radio Poznań)

Polscy duchowni zakończyli już przesłuchania świadków, ale proces beatyfikacyjny trwa jeszcze w Indiach, a następnie trafi do Rzymu. Jak mówił na antenie Radia Poznań wicepostulator procesu, ojciec Henryk Kałuża, nie wiadomo jak długo potrwa dalsze postępowanie.

Trudno powiedzieć, to też jeszcze zależy, bo będzie potrzebny też cud, dlatego wszystkich Wielkopolan i nie tylko, proszę o modlitwę właśnie w tej intencji, bo mamy parę takich szczególnych właśnie znaków jego wstawiennictwa, które graniczą właściwie z cudem, ale potrzebne jest wtedy takie bardzo dokładne badanie medyczne, teologiczne

- mówi ojciec Henryk Kałuża.

Ojciec Marian Żelazek urodził się w 1918 roku w podpoznańskim Palędziu. Podczas wojny werbista był więźniem Fortu VII i obozu koncentracyjnego w Dachau. Na misję do Indii został wysłany w 1950 roku. Trędowatym pomagał do śmierci. Zmarł 17 lat temu w indyjskim Puri.

Poniżej cała rozmowa:

Roman Wawrzyniak: Proszę nam opowiedzieć chociaż troszkę o tym, jak przebiegał proces beatyfikacyjny ojca Żelazka na terenie naszego kraju i co oznacza jego zakończenie właśnie na tym etapie polskim?

o. Henryk Kałuża: Przede wszystkim pamiętamy to pewnie z mediów, że zmarł, odszedł do domu Ojca 30 kwietnia 2006 roku, już od tego czasu, zwłaszcza Hindusi i to szczególnie właśnie Hindusi, którzy są wyznawcami religii hinduistycznej, uważali go za świętego. To spowodowało, że rozpoczęto w 2018 roku proces beatyfikacyjny w Indiach, ale ze względu na to, że bardzo wielu świadków żyje, jest świadomych właśnie też postaci ojca Mariana tutaj w Polsce, poproszono nas, abyśmy przeprowadzili tak zwany proces rogatoryjny, trybunał rogatoryjny, który rozpoczął swoją pracę 8 grudnia 2019 roku i po czterech latach żmudnej pracy, bo to trzeba zebrać wszystkie świadectwa, wszystkie dokumenty, trzeba zestawić listę świadectw ludzi, którzy mogliby coś o ojcu powiedzieć, później się odbywa taki proces, praktycznie takie badanie, tak jakby w sądzie, każdy musi złożyć przysięgę, żeby mówił prawdę i tylko prawdę, a też to, co czuje w sercu.

To zapytam od razu, co zawierają te dokumenty, które trafią do Indii, jaki wynika z nich obraz ojca Mariana?

Ten obraz jest bardzo wyraźny. Przede wszystkim wyłonił się swoim bogatym, głębokim człowieczeństwem i rzeczywiście to człowieczeństwo było naprawdę bogate, tak jakoś duchowo, przede wszystkim. To pierwsza rzecz. Druga rzecz, to wiedza o dziele miłosierdzia, to dzieło miłosierdzia, które przetrwało i trwa do dzisiejszego dnia, jest też bardzo wyraźne. Trzecia rzecz, to szczególna zdolność przekraczania barier i granic. Można powiedzieć nawet zdolność przebijania murów, bo się okazało, że ta jego postawa, prosta zwyczajna, a jednak pełna miłości, pozwoliła na to, że rozwinął się tak naprawdę braterski dialog między chrześcijanami a hinduistami, tam właśnie w Puri, które jest wielkim centrum hinduizmu i to takiego hinduizmu radykalnego.

Zresztą założone zostało przez niego centrum ekumeniczne.

To było jego ogromne pragnienie, żeby to centrum powstało i kiedy to centrum powstało, zostało poświęcone, mówi „no patrzcie, już wszystko gotowe, to super nie?” i klap już go nie było.

Ojciec Żelazek jak wiemy pracował tam znaczną część swojego życia, właściwie całe życie spędził właśnie w Puri w Indiach, tam pracował, zostanie zapamiętany jako opiekun trędowatych, ale przecież też nie możemy zapominać, to warto chyba przypominać przy każdej okazji, że był też więźniem Fortu VII i więzieniem niemieckiego obozu koncentracyjnego w Dachau. Czy zachowały się jakieś jego wspomnienia z tego okresu?

Bardzo często wracał do nich i ciągle twierdził, że pobyt tam to były bardzo trudne lata, gdzie połowa naszych młodych współbraci właściwie odeszła, to on twierdzi, że to go przygotowało do pracy później w tych trudnych warunkach w Indiach, zwłaszcza wśród trędowatych, poświęcił im wszystko, oddał im całe swoje życie, zresztą tak mówił często, że moje serce całe jest dla Polski i moje serce całe jest dla Indii.

Co będzie się musiało wydarzyć w Indiach, jak już tam te dokumenty trafią, kto będzie ten proces prowadził i jak to będzie przebiegało?

Tam się toczy proces osobny. Teraz trzeba będzie nasze wszystkie dokumenty tam dowieźć, oni je porównają też ze swoimi, musi zostać opracowane tak zwane positio, czyli można powiedzieć taka dogłębna biografia o nim, ze wszystkimi kryteriami jakie wymaga Watykan, i jeżeli to będzie gotowe, to wtedy cała dokumentacja zostanie przeniesiona do Rzymu, gdzie rozpocznie się druga część procesu, już właśnie proces rzymski. Wszystko jeszcze raz od początku, z uwzględnieniem wszystkich opinii, świadectw i dokumentów.

Jak długo to może wszystko potrwać? Te koła w Kościele mielą powoli.

Tak. Trudno powiedzieć, to też jeszcze zależy, bo będzie potrzebny też cud, dlatego wszystkich Wielkopolan i nie tylko proszę o modlitwę właśnie w tej intencji, bo mamy parę takich szczególnych właśnie znaków jego wstawiennictwa, które graniczą właściwie z cudem, ale potrzebne jest wtedy takie bardzo dokładne badanie medyczne, teologiczne i pod każdym względem, żeby udowodnić, że to rzeczywiście był nadzwyczajny znak i nadzwyczajny cud.

Czy ojciec miał osobiście okazję też przebywać w towarzystwie ojca Mariana Żelazka?

Bardzo często. Ja miałem szczęście być u niego w Indiach i właśnie tam w Indiach współpracować z nim, krótko co prawda, ale to doświadczenie pozostaje we mnie na zawsze.

A co najbardziej?

Co najbardziej? Właśnie ta jego prostota i zupełne oddanie ludziom bezradnym, tak by to można powiedzieć, dlatego, że ci ludzie biedni nie mieli szans żadnych, żeby się jakoś ochronić czy sobie pomóc nawzajem. Często nie mieli nawet palców, nie mieli uszu, nie mieli nosa, to jest taki, przepraszam za wyrażenie, ale chodzący człowiek umarły, to jest takie rozkładanie się człowieka na żywo, na stojąco, to były takie bardzo trudne początki dla mnie, bałem się też, bo to wiadomo, trąd jest zaraźliwy, ale kiedy zobaczyłem, jak on do tego podchodzi, to bardzo dziwne, ale wszystko się jakoś przemieniło i dzisiaj nie mam żadnych problemów pochylić się nad kimkolwiek, uklęknąć i próbować mu pomóc. To jest wielki dar jaki otrzymałem.

A kiedy doczekamy się jakiegoś filmu o ojcu Marianie, na miarę choćby filmu jak o Filipie Nerim?

Tych filmów jest przynajmniej kilka, jeśli nie kilkanaście, już gotowych, to są najczęściej reportaże.

Ale myślę o czymś takim bardziej, jak film fabularny.

Była taka próba, scenariusz został napisany co prawda, ale na razie to tyle, bo to też jest bardzo skomplikowana rzecz. I bardzo kosztowna.

https://radiopoznan.fm/n/6auu2f
KOMENTARZE 0